piątek, 4 października 2013

Rozdział 8
Bulma drzemała w salonie. Trunks spał w kołysce. Dziedziczka Capsule Corp. była ciągle ubrana w czarną halkę. Po nieprzespanej nocy nie chciało jej się przebierać. Wolała spać na kanapie. Vegeta brał prysznic. O tej porze zawsze jedli obiad, lecz ze względu na senność Niebieskowłosej nie odbył się. Saiyanin wyszedł już z kabiny prysznicowej. Wytarł się ręcznikiem. Zaczął ubierać. Miał już na sobie spodnie gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Przez to, że Bulma spała musiał otworzyć drzwi. Przechodząc przez kuchnie wziął ze stołu butelkę wody mineralnej. Był tak zdenerwowany tym, że musi się wszystkim zająć, że otwierając butelkę tak zacisnął dłoń, że oblał się wodą, nie miał zamiaru się wycierać. Wyglądał jakby był okropnie spocony. W butelce było na szczęście jeszcze trochę wody. Vegeta doszedł już do drzwi frontowych.
  • Czego?! - krzyknął rozwścieczony Saiyanin nie zwracając uwagi na to z kim rozmawia
  • Cześć. Jest Bulma? - przywitał się Yamcha
  • Śpi. -odpowiedział książę opierając się o drzwi
  • Mógłbyś się chociaż ubrać do końca. - zwrócił mu uwagę Yamcha na brak koszulki. Vegeta był ubrany tylko w spodnie.
  • Nie będziesz mi rozkazywać! - zaczął krzyczeć. W tym samym czasie Bulma obudziła się. Bała się, że Vegeta może coś zrobić osobie, z którą rozmawia. Biegła do drzwi. Jednak we wspaniałym humorze dzięki porannemu przypływie czułości u Vegety.
  • Co się dzieje kochanie? - zapytała zdyszana Bulma całując Vegusia w policzek
  • Cześć Bulma. - zwrócił na siebie uwagę Yamcha
  • On się stał. - odpowiedział zgryźliwie książę
  • Czy moglibyście się w końcu w coś ubrać. - zwrócił im uwagę Yamcha. Rzeczywiście Vegeta nadal stał w samych spodniach, a Bulma z pośpiechu nie zdążyła założyć szlafroku. Gdy się zorientowała jak wygląda schowała się za Vegete trzymając się jego ramienia.
Cała ta scena wyglądała komicznie. Vegeta opierał się o drzwi. Zza jego muskularnego ramienia wychylała się głowa Bulmy. Yamcha stał zaś lekko zaczerwieniony.
  • Bulma możemy pogadać? - zapytał speszony Yamcha
  • Jasne. Tylko się przebiorę. - odezwała się Bulma zza Vegety
  • Jeśli wam przeszkodziłem... - zaczął mówić Yamcha, ale Bulma mu przeszkodziła
  • Niby w czym nam przeszkodziłeś? - zapytała zdziwiona Bulma
Yamcha nic nie odpowiedział. Bulma po chwili sama skojarzyła fakty. Nie wiedziała czy ma się śmiać, czy też nie.
  • W niczym nam nie przeszkodziłeś. Spałam. Sama. Wasze krzyki mnie obudziły – powiedziała Bulma – Wchodzisz, czy nie?
  • Oczywiście, że wchodzę.
  • Poczekaj na mnie w takim razie w salonie. - powiedziała Bulma przytulając się do Vegety i kładąc mu głowę na barku
  • Co z obiadem? - spytał się nieoczekiwanie Vegeta
  • Kotek raczej masz ręce.
Yamcha wszedł do środka. Bulma zza pleców Vegety wymknęła się do pokoju przebrać się. Natomiast Saiyański książę zmuszony został do zrobienia sobie obiadu. Przygotowanie go polegało na podejściu do robota i powiedzeniu co się chce. Zamówienie Vegety było ogromne. Składało się z:
-tuzina kurczaków
-30 półmisków ryżu
-15 półkilogramowych kotletów schabowych
-50 różnych sałatek
-6 indyków dość sporych rozmiarów
-10 kilogramów leczo.
Były chłopak Bulmy usiadł w salonie, a jej obecny jadł w kuchni obiad. Zjadł go w zaskakująco szybkim tempie. Po posiłku o dziwo nie poszedł trenować. Siedział razem z Yamchą w salonie.
  • O czym będziecie gadać? - zapytał Vegeta rozsiadając się wygodnie w fotelu
  • Nie twoja sprawa.
  • Właśnie, że moja! Moja kobieta, moja sprawa.
  • Bulma nie jest twoja... - tutaj przerwała kobieta, o którą się kłócili wchodząc do pomieszczenia
Zapadła cisza. Bulma zauważyła masę brudnych naczyń w kuchni.
  • Widzisz? Jednak potrafisz samemu zrobić obiad. - powiedziała zadowolona Bulma
  • Hmpf... - taką odpowiedź otrzymała od ojca jej syna – Idę trenować.
Vegeta wstał z fotela, na którym siedział. Podszedł do Bulmy. Niespodziewanie pocałował ją. Jedną rękę zatopił w jej olśniewające włosy. Drugą położył na jej talii. Pocałunek był niezwykły. Namiętny i długi. Bulma na początku miała otwarte oczy, ale im bardziej zaczęła zagłębiać się w pocałunku zamknęła je. Powiesiła się na Vegecie. Oplotła ręce wkoło jego karku. Yamcha siedział sparaliżowany. Wywrócił tylko oczami udając, że nie obchodzi go to co robi teraz jego była. W dodatku na jego oczach. Po jakiejś minucie Vegeta odczepił się od ust matki jego syna. Ona jedynie przegryzła dolną wargę. Saiyanin oparł głowę o jej. Wzrok skierował na swoje buty. Zerknął na Yamachę patrzącego z niedowierzaniem na nich.
  • Idę trenować. - powiedział Vegeta
    Wyszedł z pokoju. Za nim jednak przekroczył próg pomieszczenia wskazał na Bulmę, a potem na siebie. Zrobił to gdy Yamcha na niego patrzał. Chciał mu tym pocałunkiem pokazać, że Bulma jest tylko i wyłącznie jego. Kobieta, o którą tak zażarcie toczyła się wojna nie zauważyła tego. Owszem zdziwiła się pocałunkiem Vegety, ale po jego porannym zachowaniu wszystkiego mogła się spodziewać.
  • To o czym chciałeś porozmawiać ze mną? - zapytała Bulma wyrywając Yamchę z gniewnych rozmyślań kierowanych w stronę Vegety
  • Kobieto opamiętaj się! - krzyknął jej były, budząc tym Trunksa
  • Zobacz co zrobiłeś? Obudziłeś dziecko. - powiedziała Bulma podchodząc do kołyski, której oczywiście Yamcha nie zauważył
  • Co za dziecko?!
  • Trunksa. Śpij malutki... - zaczęła uspokajać dziecko Bulma
  • Powiedz mi kto jest jego ojcem? - zapytał Yamcha wskazując dłonią na Trunksa, a drugą łapiąc się za głowę – Nie mów, ze Vegeta.
Bulma jedynie kiwnęła twierdząco głową.
  • Nie widzisz co ten potwór robi?! - zaczął dalej krzyczeć wymachując jak wariat rękoma
  • Miał trudne życie, dlatego się tak zachowuje. Ona na pewno nie jest potworem. - zaczęła go utwierdzać w swoich przekonaniach Bulma – On mnie kocha... i Trunksa zresztą też.
  • On chce tylko przedłużyć swój ród! Na Ziemi jest mało Saiyan. Wykorzystuje cie tylko do tego! - krzyczał jak opętany
  • Yamcha mam tego dosyć! Wynoś się stąd i nie wracaj więcej! - Bulma była już stanowcza
  • Jesteś zwykłą dziwką! Ledwo ze mną zerwałaś, a już pakujesz się do łóżka innemu. Na dodatek masz z nim dziecko. - wyraził swoją opinię Yamcha, z którą Bulma się oczywiście nie zgodziła
  • Teraz to już przesadziłeś. Wyjdź stąd, albo zawołam Vegetę! - zagroziła dziewczyna
Yamcha otworzył okno.
  • Ty szmato! - powiedział odlatując najszybciej jak potrafił, żeby Vegeta go nie dogonił
Bulma usiadła na kanapie. Była wściekła. ,,Jak on mógł powiedzieć coś takiego o mnie. Yamcha nie wie jaki jest Vegeta. Nie zna go. Może miał rację. Pozostało tylko dwóch Saiyan czystej krwi. Nie! To nie może być prawda! Vegeta mnie kocha. Znaczy się nie powiedział tego, ale tak jest. Czuję to. Yamcha jest zwykłym pajacem! On nic nie wie.” - myślała Bulma. W końcu rozpłakała się.
Vegeta trenował do wieczora. Wracając zauważył, że energia Bulmy nie przeniosła się od czasu wyjścia Yamchy.
,,Pewnie śpi.” - pomyślał Vegeta. Mylił się. Bulma dalej płakała, ale już nie tak bardzo jak wcześniej. Gdy usłyszała dźwięk zamykanych drzwi zerwała się i zajęła się Trunksem. Nakarmiła go. Przewinęła. Wykąpała. Przebrała i położyła spać. Poszła do kuchni myśląc, że zastanie tam Vegetę. On jednak brał prysznic. Pamiętał, że Bulma nie cierpi gdy przychodzi cały brudny od krwi i potu. Dziewczyna skierowała się w stronę ich wspólnej sypialni. Gdzie rzuciła się na łóżko płacząc jak małe dziecko. Vegeta poszedł tam gdzie ona teraz postanowiła wypłakać się. Chciał tylko ubrać się w normalne ciuchy. Po tym co zobaczył wściekł się jeszcze bardziej na tego pajaca Yamchę. Zastał w sypialni skuloną na łóżku Bulmę zalewającą się łzami. Podszedł do niej.
  • Czemu płaczesz? - zapytał tak jakby się o nią troszczył. Bulma wstała i przytuliła się do niego kładąc mu głowę na umięśnionym torsie.
  • Yamcha powiedział, że... jestem zwykłą dziwką... i szmatą. - powiedziała Bulma pociągając nosem
Vegeta złapał ją za barki i odepchnął od siebie.
  • NIE jesteś dziwką i szmatą. Jesteś Bulma. Jesteś najpiękniejszą i najmądrzejszą kobietą jaką spotkałem w całym życiu, którą kocham. - niespodziewanie powiedział Vegeta na co Bulma wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem.
Vegeta ten wielki książę pocieszał ją i wyznał jej miłość. Teraz to zupełnie ją zaskoczył.
  • Vegeta... dziękuję. Jeszcze nikt mi czegoś takiego nie powiedział. - powiedziała Bulma zanosząc się znowu płaczem. Tym razem już ze szczęścia. Miała bowiem swojego księcia, który ją kocha i syna, którego razem wychowają.
  • Przepraszam. - powiedziała patrząc na koszulkę Vegety
  • Za co? - zapytał zdziwiony
  • Wybrudziłam ci całą koszulkę płacząc.
  • To tylko koszulka. Nic takiego.
Bulma przytuliła się do swojego ukochanego księcia. Pocałowała go w podbródek i oparła głowę o jeszcze suchą część koszulki Vegety. Stali tak kilka minut, aż w końcu Saiyanin się odezwał:
  • Bulma zrobisz coś dla mnie?
  • Co takiego? - teraz już patrzała się w jego czarne oczy
  • Zrób kolację. Jestem GŁODNY. - podkreślił ostatni wyraz
  • Już się robi mój książę. - odpowiedziała ciągnąc go za rękę w stronę kuchni.

Zdążył tylko chwycić jakąś czystą koszulkę, bo ta którą miał na sobie była cała upaćkana tuszem do rzęs:)
Rozdział 8
część 1
Nadszedł rok szkolny. Dziewczyny nadal chodziły do jednej klasy. W tym roku ich szkołę miał opuścić Luke. Gdy dziewczyny weszły do swojej klasy ich wychowawca przedstawił im chłopaka, który miał dołączyć do ich klasy. Chłopak nie zdał jednej klasy. Był więc w wieku Luka.
  • Cześć. Nazywam się Kevin Gołębiewski. Przeprowadziłem się tutaj ze względu na szkołę. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie jak swojego. - przedstawił się Kevin
  • Roki, Sara, Liliana powierzam wam i reszcie waszej paczki opiekę nad nim. Macie zapoznać go z klasą i oprowadzić po szkole. - rozkazał im nauczyciel
Chłopak niepewnie podszedł do dziewczyn siedzących w pierwszych ławkach. Przedstawili się sobie. Cysia i Liliana od razu się z nim zaprzyjaźniły. Kevin jednak bardziej wolał towarzystwo Liliany. Cysia i Luke chodzili ze sobą, więc dziewczyna nie miała dla niego za dużo czasu. Wolała spędzać czas ze swoim chłopakiem.
Kevin
Kevin oswoił się szybko ze szkołą. Lubił przebywać w towarzystwie dziewczyn. Pewnego dnia zaprosił do kina Lilianę. Miała to być pewnego rodzaju randka. Zgodziła się.(Roki i Sara podsłuchiwały ich rozmowę i postanowiły ,,przypadkiem” na nich tam wpaść) Mieli wykupione bilety na 'This is us'.
Straszne tłumy były w kinie. Przecież był to film One Direction. Liliana i Kevin szli na salę kinową trzymając się za ręce.
  • Czy to nie Kevin? - zapytała Roki Sarę
  • To na pewno nie on. - dodała jej towarzyszka
  • Sprawdzę. - powiedziała Roki podbiegając w jego stronę
Dogoniła ich.
  • Cześć Kevin. - krzyknęła Roki
  • Cześć. - odpowiedział speszony chłopak
  • A kogo moje oczy widzą. Liliana – powiedziała Roki wskazując palcem dziewczynę
  • Sorry za nią. Cukru się nażarła. - dodała Sara dobiegając do nich – Kurde miałaś rację, że to on.
  • Cześć. - odezwała się w końcu Liliana
Kevin odsunął się od niej jak rażony prądem.
  • Na co idziecie? - odezwała się po chwili milczenia Sara
  • This is us. A wy? - wyjaśnił chłopak
  • Jeszcze nie wiemy, ale raczej idziemy na to co wy. - dalej rozmawiała z Kevinem Sara
Liliana w tym czasie postanowiła pooglądać swoje conversy. Roki natomiast podziwiała ekran swojego telefonu. Pisała coś w nim. Po chwili przyszedł SMS do Sary. Dziewczyna już dobre 10 minut rozmawiała z Gołębiewskim. Roki już to denerwowało. Choć miała już kupione w tajemnicy bilety na 'This is us' to jednak nie chciała, aby Kevin i Liliana się teraz o tym dowiedzieli.
  • My już spadamy. Nasz film zaczyna się za 10 minut, a przez te tłumy ciężko jest się gdziekolwiek dostać – Kevin i Liliana pożegnali się i zniknęli za barem kina


                                PODZIĘKOWANIA 

 Moje ostatnie rozdziały opowiadań nie były zbyt ciekawe, ale następne już takie będą. Zapewniam Was, bo ostatnio odwiedziła mnie moja stara dobra znajoma. Ma na imię Wena. Muszę podziękować mojej najlepszej przyjaciółce, które jeśli ją poproszę pomoże mi we wszystkim. Dzięki Natalia. Piosenki od Ciebie pomagają mi pisać:) Chciałam już przestać pisać, ale ty pomogłaś mi się podnieść. Pokazałaś z ilu rzeczy mogę czerpać natchnienie.
Potrzebowałam przerwy, żeby zastanowić się nad pewną osobą, bo myśl o niej nie dawała mi spokoju.
Jeżeli do 12 rozdziału nie będzie choć jednego komentarza to przestanę pisać, bo nie wiem czy ktoś to czyta. Napiszcie w nich byle co. Chcę tylko żeby były i zobaczyć czy ktoś to wogóle czyta.
Po tym jak dodałam kilka ostatnich rozdziałów ,,Opowieści dziwnej treści" doszły do mnie słuchy, że robie z Cysi czarny charakter. Osoba do której to pisze wie, że chodzi mi o nią. Niech ona wie, że nie jestem typem osoby, która łatwo ulega emocjom. Dawniej taka byłam, ale zmieniłam się. Kiedyś obsmarowałabym tą osobę tak, że by się niepozbierałą, ale nie zrobię tego. Odpłacę się jej pięknym za nadobne. Ta osoba, która wygaduje o mnie takie rzeczy i niewie co oznacza takie zdanie niech się lepiej porządnie weźmie za naukę. Podlizywanie się nauczycielą pod koniec roku szkolnego nic nie da. Ważne jest to co się ma w głowie. Bowiem największą siłą jest umiejętność opanowywania emocji.
Sorry, że tak długo nie dodawałam rozdziałów. Nie miałam czasu. W szkole mam mnóstwo sprawdzianów. Do tego jeszcze treningi siatkówki. Rozdziały będę się pojawiały co miesiąc może dwa. Pomysłów na rozdziały mam mnóstwo, ale dotyczą one spraw, które pojawią się dużo później.
Moje koleżanki dręczą mnie, że mam dodać kolejne rozdziały. Gdy próbowałam pisać dalej najpierw poczytałam stare rozdziały. Nie wiem co wtedy brałam, że wymyśliłam takie rzeczy. Może wzięłam odpierdalacza od Roki. Kto to wie? Zawsze jak chcę zrobić coś strasznego to wychodzi mi to jakoś komicznie. Czasem mnie to denerwuje, ale takie pisanie potrafi poprawić wielu osobom humor.
Papa moi kochani czytelnicy

Widzimy się za miesiąc może dwa

wtorek, 16 lipca 2013

To jest moje drugie opowiadanie. Mam nadzieje, że się wam spodoba. Dodaje tam rzeczy, które chciałabym zobaczyć w Dragon Ball. Przepraszam z góry jeśli zrobię jakieś błędy.

Przygody Vegety i Bulmy
PROLOG
Vegeta jest sajańskim księciem. Jego rodzice nie żyją. Jego rodzinna planeta została zniszczona. Przebywa na Ziemi, zamieszkał w małym domku przed siedzibą Capsule Corporation. Zbudował mu go ojciec Bulmy. Przybył parę lat temu na Ziemie, żeby zabić Goku. On jednak nazywał go Khakarot. Nie zdołał tego zrobić, bo Goku i jego syn Gohan okazali się silniejsi. Vegeta jednak został na Ziemi i czeka na rewanż. Goku jednak nie ma na Ziemi. Przeżył walkę z Friezą na Nameku, ale nie zdążył odlecieć przed eksplozją planety. Gohan próbował go sprowadzić na Ziemię, ale Goku nie zgadza się na to. Bulma pracuje w firmie  Capsule Corporation swojego ojca. Poznała Vegete gdy przyleciała na Namek w poszukiwaniu smoczych kul. On był tam w tym samym celu, ale chciał je wykorzystać w innym celu. Bulma opiekuje się nim jako gościem.
Rozdział 1
Po roku oczekiwań Goku jest w podróży powrotnej na Ziemie. Żona Goku Czi Czi, Gohan, Krillin, Jamcia, Tien, Piccolo, Vegeta i Bulma czekają na niego w miejscu gdzie ma wylądować. Jednak przed Goku wylądował tam Frieza ze swoim ojcem i służącymi im wojownikami. Przyjaciele Goku mają już z nimi walczyć, ale w ostatniej chwili pojawia się nastolatek, który zaczyna z nimi walczyć. Chłopak szybko pokonuje sługusów, ale przy walce z Friezą zmienia się w super sajanina. Vegeta rozzłościł się, że jakiś dzieciak jest silniejszy od niego. Nastolatek przeciął Friezę na pół, a potem na milion drobnych kawałków. Z jego ojcem chwilę rozmawiał na temat miecza nastolatka. Jednak jego również nabił na swój miecz. Po walce wszyscy czekali na przybycie Goku. Każdy zastanawiał się skąd wziął się ten sajanin. Nastolatek usiadł z boku i czekał razem z resztą na przybycie Goku. Po dłuższej chwili wszyscy wojownicy poczuli energię Goku, a moment później widać było nadlatujący statek. Wszyscy oprócz Vegety, który siedział na kamieniu i nastolatka podbiegli do niego. Statek kosmiczny otworzył się, a z niego wysiadł Goku. Ubrany był dziwnie. Na planecie z której przyleciał uważane to było za modne. Ubrany był w zbroję podobną do zbroi Vegety. Na szyi miał wielką apaszkę, spodnie bufiaste. Goku zdziwiło to, że jakiś nieznajomy czeka na niego. Nastolatek podszedł do Goku i spytał się go czy mogą porozmawiać na osobności. Goku zgodził się.
Ty jesteś Goku? - zapytał chłopiec.
Tak jestem. - odpowiedział Goku.
Jak nauczyłeś się opanowywać stan super sajanina?
Na początku było to trudne, ale z czasem się nauczyłem. - Goku zmienił się w super sajanina, aby mu pokazać jak to robi.
Czyli to jednak ty. Matka dobrze mi cię opisała
Kim jesteś? Jak masz na imię? - zapytał Goku.
Jestem Thrunks. Przybyłem z przyszłości. - odpowiedział nastolatek. Goku trochę się zdziwił. - Wehikuł czasu zbudowała moja matka
Twoja matka musi być geniuszem. Kim ona jest?
Moja matka jest tam. - Thrunks wskazał palcem Bulmę.
Bulma jest twoją matką! - krzyknął Goku.
Cicho! - zaczerwienił się Thrunks.
W takim razie kim jest twój ojciec? Jeśli potrafisz zmienić się w super sajanina.
Moim ojciec też jest tutaj. Siedzi na kamieniu.
Twoim ojcem jest Vegeta! Wiedziałem, że Bulma się kiedyś ustatkuje, ale żeby z Vegetą. Vegeta ojcem! - krzyknął Goku. Piccolo stał obok Vegety i po tym co usłyszał podskoczył z zaskoczenia. Spojrzał na Vegetę, a potem na Thrunksa. Nastolatek znowu się zaczerwienił. - Jak to możliwe?
Matka zdenerwowała się, że Jamcia jest taki niezdecydowany i odeszła od niego. Wtedy zauważyła jaki samotny jest Vegeta. Proszę nie mów im o tym, bo zniechęcą się do siebie. Żadne z nich nie powinno o tym wiedzieć co będzie.
Dobrze nie powiem.
Dziękują. Ale ja nie w tej sprawie przybyłem. Chce cię ostrzec przed nad ciągającym niebezpieczeństwem. Są nimi dwa androidy stworzone przez doktora Gero. Przybędą za trzy lata do północnego miasta. Będą nie pokonane.
 Jak to? Przecież na Ziemi jest tylu znakomitych wojowników jak Tien, Jamcia, Vegeta, Piccolo.
Oni zginą próbując je pokonać.
A co ze mną i Gohanem?
Ty umrzesz zanim jeszcze pojawią się androidy. Umrzesz na tajemniczego wirusa mięśnia sercowego. Ty jako pierwszy na niego umrzesz. Dopiero po twojej śmierci moja matka wynalezie na te chorobę lekarstwo. A, no właśnie przywiozłem ci lekarstwo na nią. - Thrunks dał buteleczkę z tabletkami Goku. - Twój syn Gohan nauczy mnie jak umiera i jak walczy sajanin. Po tym wyruszy na walkę z androidami, w której zginie.
Dlaczego Vegeta cie tego nie nauczył?
Ojciec zginął w walce z androidami jak jeszcze byłem dzieckiem. Dzięki matce wiem jak wyglądał i jaki był. - rozmawiali jeszcze przez chwilę, a potem Thrunks odleciał, a Goku wrócił do swoich przyjaciół.
Przyjaciele wypytywali go o czym rozmawiali, ale nie chciał powiedzieć. Piccolo sam o wszystkim im powiedział po tym jak Goku się nie zgodził. Piccolo wyjaśnił Goku, że wszystko słyszał bo Namecjanie mają doskonały słuch. Piccolo powiedział, że ominie tę część, o której nikt nie powinien wiedzieć. Vegeta odleciał jako pierwszy. Jednak przed jego odlotem pojawił się Thrunks  i gdy spojrzał się na Bulmę to pomyślał tak: ,,Matko marzyłaś o świecie wolnym od androidów.” Gdy spojrzał się na Vegetę to myślał tak: ,,Ojcze jesteś taki jakim opisywała mi cię matka, dumnym, potężnym i samotnym”. Po tym pomachał do Bulmy i odleciał. Przed swoim odlotem Goku kazał Bulmie dobrze opiekować się dzieckiem. Wszyscy myśleli, że to od podróży Goku poprzewracało się w głowie.
Po tym rozpoczął się trzyletni trening.
Rozdział 2
Trwały przygotowania do przybycia androidów. Goku, Piccolo i Gohan ćwiczyli razem. Jamcia ćwiczył u Bulmy. Natomiast Vegeta kazał ojcu Bulmy skonstruować statek kosmiczny, na którym mógłby zmieniać siłę grawitacji. Dostał taki. Ćwiczył na nim ciężko. Jamcia był zazdrosny o niego, bo Bulma strasznie się nim opiekowała. Często podglądywał jak Vegeta ćwiczy. Raz sajanin przesadził i o mało co się nie zabił ćwicząc.
Bulma opiekowała się nim jak odpoczywał po tym wypadku. Leżał wtedy na łóżku w szpitalu. Jego ręce były złamane tak jak trzy żebra i jedna noga. Oddychał przez aparat tlenowy. Bulma spała przy jego łóżku i czekała aż się obudzi. Gdy się obudził to ona jeszcze spała. Spojrzał się na nią i lekko uśmiechnął. Jak Bulma się obudziła to Vegeta już nie spał. Leżał na łóżku i patrzał się przed siebie.. Z radośni uśmiechnęła się do niego. Zauważył to kontem oka. Wybiegła z pokoju po lekarza. Gdy wróciła z lekarzem Vegeta miał skierowany wzrok w ten sam martwy punkt.
Jak się czujesz chłopcze? Nieźle się połamałeś. - zapytał lekarz
Dobrze się czuje. - odpowiedział sajański książę.
Gdzie się tak załatwiłeś? Co?
Trenowałem.
Ze sztangą. Bardzo ciężką sztangą. - dodała Bulma
Pewnie bez asekuracji. Chciałeś się popisać przed swoją dziewczyną. Ha, ha, ha... - zaśmiał się lekarz. Vegeta i Bulma zaczerwienili się.
To nie jest moja dziewczyna. - krzyknął Vegeta
On z pewnością nie jest moim chłopakiem. - dodała Bulma.
Po tej rozmowie lekarz wyszedł z pokoju razem z Bulmą. Bulma poszła do Jamci, bo on też trochę oberwał. W momencie wybuchu podglądywał go. Miał tylko lekki wstrząs mózgu.
Jamcia muszę ci coś powiedzieć. - niepewnie powiedziała Bulma.
Co takiego? - zapytał Jamcia.
Nie obraź się, ale zrywam z tobą.
Jak to. Wiedziałem, że wolisz tego sajanina.
To nie o niego chodzi. Po prostu jesteś niezdecydowany. - wyszła z pokoju i wróciła do Vegety.
Sajański książę leżał na łóżku. Tym razem nie uśmiechnięty, ale rozzłoszczony.
Zdenerwował cię ten lekarz? - zapytała Bulma.
Jak on mógł się do mnie tak odezwać ,,jak się czujesz chłopcze”. Czy on nie wie z kim rozmawia. Jestem przecież sajańskim księciem, sajaninem czystej krwi, największym wojownikiem we wszechświecie. - zaczął przedrzeźniać lekarza. Bulma zaczęła się śmiać.
Goku nic mi nie mówił, że jesteś księciem. - zdziwiła się Bulma.
Dlatego, że o tym nie wiedział. Dowiedział się o tym i o historii naszej planety na Nameku. - powiedział ze smutkiem w sercu
Opowiesz mi ją?
Słuchaj uważnie, bo drugi raz nie będę tego powtarzał! Sajanie byli potężną rasą, nie bojącą się niczego i nikogo. Mój ojciec był królem planety Vegeta i jednocześnie wszystkich jej mieszkańców, czyli sajan. Gdy byłem jeszcze dzieckiem na naszą planetę przyleciał Frieza. Nie wiedzieliśmy co ma zamiar z nami zrobić. Początkowo mój ojciec nie miał zamiaru go posłuchać, lecz po tym jak przybysz bez najmniejszego trudu pokonał najsilniejszego z siepaczy króla musiał się zgodzić. Nasze zadanie było proste mieliśmy najpierw oczyszczać planety z mieszkańców, a potem sprzedawaliśmy je bogaczom. Niecały rok po przyłączeniu się do Friezy urodził się Khakarot. Wysłaliśmy go tutaj, bo ta planeta nie ma wielu silnych wojowników. W tym samym czasie bawiłem się z moją służbą w niszczenie innych bezwartościowych planet. Jednak ta zabawa miał się niedługo skończyć. Król sprzeciwił się Friezie i rozpoczęła się wojna. Początkowo to my sajanie ją wygrywaliśmy, ale okazało się, że nasi przeciwnicy mieli asa w rękawie. Nie używali całej swojej mocy. Ojciec Khakarota chciał się pojedynkować z Friezą gdy już przegrywaliśmy walkę. Niestety Frieza go również pokonał. Nie myśleliśmy, że staliśmy się jego marionetkami. Po walce ocalało tylko kilku najsilniejszych sajan. Jednak król okazał się dla Friezy zbyt buntowniczy, więc zabił go jako pierwszego. Planetę zniszczył. Frieza wszystko tak zatuszował, że wyglądał to jak upadek meteoru. Resztę na pewno już znasz. - po tym Vegeta wyczerpany zasnął.
Bulma poszła do domu zasmucona i zdziwiona tym co przeszła planeta Vegety i jej książę. Zapomniała się nawet go spytać o to co miała zamiar zapytać się go od paru dni.
Rozdział 3
Po kilku tygodniach Vegeta wrócił do zdrowia, ale pozostał jeszcze na obserwacji ze względu na to, że nie mógł się powstrzymać od ćwiczeń. Książę zbliżył się do Bulmy, ale dalej mówił do niej ,,kobieto”, a nie po imieniu. Pewnego dnia Bulma postanowiła się, go o coś zapytać.
Od jakiegoś czasu chce ci zadać pewne pytanie. - zdenerwowana powiedziała Bulma
No jakie? - zapytał Vegeta
Jak byłam jeszcze z Jamcią to miałam iść z nim na urodziny mojej koleżanki. Wiesz, że z nim zerwałam jakiś czas temu, a nie wypada mi iść samej, bo wszystkie moje koleżanki idą ze swoimi chłopakami.
I chcesz, żebym poszedł z tobą.
Mógłbyś?
Odpada. Nie umiem tańczyć.
To nie problem. Nauczę cie. Mogę zacząć nawet teraz. - powiedziała uszczęśliwiona Bulma
Możesz próbować, ale nie jestem zbyt pojętny.
To co zaczynamy. - uśmiechnięta pobiegła po magnetofon i płytę ze swoimi ulubionymi piosenkami.
Bulma złapała Vegete za rękę i pokazywała mu kroki taneczne, które zna. Na początku książę nie wiedział jak ma zacząć. Bulma wszystko mu dokładnie wyjaśniła. Z początku jego kroki wyglądały tak jakby z kimś walczył, ale z czasem się rozluźnił i kolejne kroki przychodziły mu łatwiej. Najtrudniejsze okazały się dla nich ballady. Musieli się mocno przytulać i zapamiętać to, że w pewnych momentach mogą się pocałować lub zrobić podrzut albo coś podobnego. Było to dla Vegety bardzo krępujące, ale jego sajańska duma nie pozwalała mu na to, żeby to okazywać. Szybko się uwinęli.
Po tym jak Vegeta wyszedł ze szpitala Bulma zabrała go na zakupy, bo wszystkie jego ubrania, które posiadał to były same zbroje wojenne. Było to dla niej trudne, bo wszystko co przymierzał pękało w szwach gdy próbował poruszać swobodnie ramionami. Na początku przymierzył zestaw ,,miejski chuligan”. Nie pasował jednak do stroju Bulmy. Potem sprawdzili coś w stylu ,,sportsmen”. Ten już nie pękał, ale spodnie nie pasowały do Bulmy, więc zmienili je na inne. Po całodniowych zakupach skończyli. Wrócili z pełnym samochodem ubrań Vegety. Urodziny miały być za tydzień, więc dzień po zakupach ćwiczyli taniec, ale Vegeta ubrał już się na nie tak jak ubierze się na imprezę, żeby się do niego przyzwyczaił. Następnego dnia uczyła Vegete jak się prowadzi samochód. Ta nauka trwała kilka dni, jednak nie potrafił się nauczyć zasad ruchu drogowego. Bulma wymyśliła, że zamontuje w samochodzie zestaw autopilota, a Vegeta będzie tylko trzymał kierownice i udawał, że kieruje nim. Po tym pomyśle chciała popracować nad jego wizerunkiem, więc poszła z nim do profesjonalnego fryzjera. Przyciął mu trochę włosy, ale nie chciały się inaczej ułożyć niż tak jak były. Przy tym Bulma nie mogła nic wskórać. Po wszystkim Bulma kazała Vegecie, żeby przyszedł po nią do jej domu popołudniu. Vegeta i Bulma byli strasznie zdenerwowani. Bardziej jednak to ona, bo bała się, że coś nie wyjdzie, np. będą musieli zatańczyć coś czego w ogóle nie ćwiczyli albo nie będzie wiedział, że ktoś żartuje i weźmie to na poważnie lub, że zapomni się i wda się w jakąś bójkę, w której zmieni się w super sajanina. Po tym rozeszli się do swoich domów i czekali na długo wyczekiwaną imprezę.
Rozdział 4
W końce nadszedł długo wyczekiwany dzień. Bulma wstała wcześnie rano i pojechała do fryzjera ułożyć włosy i do kosmetyczki. Gdy wróciła Vegeta jeszcze trenował przed domem. Zauważyła, że jest zestresowany, bo gdy taki był to tam trenował ze sprzętem, który mu kupiła.
Vegeta ubrany w to co Bulma mu kupiła przyszedł po nią popołudniu. Musiał na nią poczekać parę minut, bo Bulma się jeszcze ubierała. Przez ten czas czekał na nią przy schodach z jej ojcem i rozmawiali o trwającej naprawie statku kosmicznego Vegety. Po krótkiej rozmowie usłyszeli zamykanie się drzwi od pokoju Bulmy. Po chwili na schodach pojawiła się przepiękna dziewczyna w czarnej sukni i wysokich czarnych szpilkach. Jej zielone krótkie włosy były upięte tak żeby jej nie przeszkadzały podczas tańca. Ojciec Bulmy musiał się uszczypnąć, bo nie wierzył, że to jego córka. Vegeta tylko lekko się uśmiechnął na jej widok, bo według niego prawdziwy wojownik nie powinien okazywać zbytnio swoich uczuć.
Ładnie wygląda. - skomplementował wygląd Bulmy Vegeta
Ładnie?! To mało powiedziane raczej przepięknie! - wykrzyknął ojciec Bulmy
O czym tam tak rozmawiacie? - zapytała roześmiana Bulma
O tym jak wyglądasz. Wyglądasz przepięknie córeczko.
A ty Vegeta? Co o mnie myślisz?
Ładnie, bardzo ładnie. - wykrztusił Vegeta
Nie stresuj swojego chłopaka córeczko. - zaśmiał się tata Bulmy, a oni zaczerwienili się
Ona nie jest moją dziewczyną. - burknął pod nosem Vegeta
To co jedziemy. - powiedział Bulma
Tak jak powiedział, tak zrobili. Na przyjęcie przyjechali jako ostatni. Nawet się trochę spóźnili, bo Bulma chciała zrobić wielkie wejście, żeby pochwalić się tym jak wygląda i oczywiście Vegetą,. Gdy weszli na salę to zabawa dopiero się zaczynała. Vegeta głośno trzasnął drzwiami. Wszyscy spojrzeli się w stronę drzwi, a w nich stanęła ta dziwna para. Każdy oczekiwał, że Bulma przyjedzie z Jamcią. Na sali zapanowała dziwna cisza ze względu Vegety i jego dziwnie zażenowanej twarzy. Przywitała ich solenizantka ze swoim chłopakiem.
Cześć. Przyjechałaś bez Jamci. Co się stało? - zapytał Tressa, bo tak miała na imię solenizantka
Cześć. Zerwałam z nim. Ano właśnie. To jest Vegeta. - na początku trochę się zasmuciła , ale na widok sajanina roześmiała się
No, no. Ledwo zerwałaś z jednym, a już masz drugiego. Radzę ci uważać. - roześmiała się Tressa
Dlaczego mam uważać?
Jeszcze się pytasz. Gdybym miała takiego chłopaka jak twój to bym go miała kajdankami do siebie przykute. - zaśmiała się. Vegeta był tak zdenerwowany, że nawet nie zauważył,że wszyscy myślą, że są parą.
Po tej rozmowie Bulma złożyła w jej i Vegety imieniu życzenia Tressie. Zabawa dalej się zaczęła, ale chwilowo bez Bulmy i Vegety, bo książę okazał się być za bardzo zdenerwowany, żeby tańczyć. Przez chwilę nawet w ogóle się nie odzywał.
Mówiłeś mi, że sajanie niczego i nikogo się nie boją,  a tutaj najsilniejszy sajański wojownik boi się głupiego tańca. - Bulma jeszcze chwilę takimi tekstami motywowała Vegeta. Dopiero po nich się odezwał.
Masz rację. Nie jestem plebejuszem, żeby się wszystkiego bać. Teraz choć tańczyć, bo nie po to, żeby siedzieć uczyłaś mnie tańczyć. - chwycił Bulmę za rękę i gdy wyszedł z nią na parkiet to tańczył najlepiej ze wszystkich chłopaków, a nawet od niektórych dziewczyn.
Po tym tańcu wszystkie dziewczyny na imprezie próbowały zatańczyć z Vegetą, ale bały się do niego podejść. Jego umięśnione ciało i złowieszcza twarz sprawiały, że gdy chciały już do niego podejść to od razu zawracały. Bulma po paru drinkach zaczęła się dziwnie zachowywać. Gdy Vegeta tańczył z nią balladę to  się do niego przytuliła tak, że wyglądało jakby to on nią poruszał. Tak było w rzeczywistości. Na szczęście Bulma była lekka, a Vegeta bardzo silny. Po chwili snu w samochodzie Bulma wytrzeźwiała. Gdy wróciła Vegeta siedział przy stoliku i czekał na nią. Po tym jak się do niego dosiadła sam wypił jednego drinka. Jego organizm dobrze to zniósł jak na pierwszego w życiu drinka. Po godzinie przyjechał Jamcia. Wyjaśnił, że przyjechał o tej porze, bo nie chciał trafić na Bulmę. Nie udało mu się to. Bulma zauważyła go jak tańczyła wolnego z Vegetą. Jamcia przyjechał z jakąś dziewczyną. Bulma zazdrosna pocałowała czule Vegete. On zrozumiał o co jej chodzi, bo też zauważył Jamcie. Udawał on, że nie niczego to na nim nie zrobiło. Vegeta zauważył, że Bulmę to zasmuciło, więc jeszcze raz i bardziej namiętniej ją pocałował. Po tym pocałunku zaszli z parkietu. Vegeta objął Bulmę i usiedli przy stoliku. Jamcia udawał, że to na nim niczego nie robi.
Po paru minutach Jamcia dosiadł się do nich ze swoją nową dziewczyną.
Cześć. Co u was? - zapytał Jamcia
Cześć. Wszystko dobrze, jak widzisz. - chłodno odpowiedział Vegeta, a Bulma potwierdziła to uśmiechem
Poznajcie Kim. Kim to są Vegeta i moja była dziewczyna Bulma.
Miło mi was poznać. - uśmiechnięta przywitała się Kim
Nam również. - odpowiedział Vegeta
Czego chcesz? Po nic na pewno nie przyszedłeś. - zdenerwowana zapytała Bulma
Niczego. Po prostu chce z wami porozmawiać.
Porozmawiałeś. Teraz możesz już odejść! - krzyknęła Bulma
Nie odejdę stąd dopóki nie powiesz mi dlaczego tak naprawdę ze mną zerwałaś!
Nie słyszysz ona nie chce z tobą gadać! Odejdź stąd albo moja pięść ci to wytłumaczy - - zagroził Vegeta
No to proszę wytłumacz mi.
Po tej odpowiedzi zaczęła się bójka pomiędzy sajańskim księciem Vegetą a Jamcią. Vegeta bronił Bulmy, a Jamcia nie chciał od niej odejść bez dokładnych wyjaśnień dlaczego z nim zerwała. Dziewczyny odeszły na bok. Vegeta powiedział Bulmie, żeby się nie wtrącała. Jamcia powiedział to samo Kim. Bulma wiedziała jak zakończy się ta walka. Na początku Vegeta unikał ciosów Jamci, ale w pewnym momencie Jamcia powiedział Vegecie, że jaki z niego książę jeśli tylko unika ciosów. Vegeta odpowiedział mu na to silnym ciosem w krocze. Po tym Jamcia upadł na kolana, a Vegeta uderzył go w twarz pięścią. Uderzył go tak mocno, że złamał Jamci nos. Ostatnim ciosem w bójce był kopniak Vegety w brzuch Jamci. Walkę przerwała Kim, która podbiegła do leżącego Jamci. Vegeta tylko zaśmiał się i odszedł do Bulmy.
Jedźmy już do domu. Ta impreza już się dla niego skończyła. - po tym zaśmiał się lekko sajanin
Dobrze. - zaskoczona poszła za Vegetą
Cała publiczność nie mogła uwierzyć w to jak szybko rozpoczęła i zakończyła się bójka. Nikt nie mógł uwierzyć w to jak silny i szybki jest Vegeta. Przed drzwiami Bulma uświadomiła sobie co zaszło. Złapała Vegetę za rękę i obróciła go tak, że spojrzała mu prosto w oczu. Zauważyła w nich radość, złość i uczucie triumfu.
Nic ci nie jest? - zapytała zatroskana Bulma
Nawet mnie nie dotknął. Dobrze, że kupiłaś mi takie luźne ubrania. - zażartował
Gdy sprawdzała dokładniej czy nic mu nie jest Vegeta się zaczerwienił. Złapał ją za dłonie i powiedział:
-Naprawdę nic mi nie jest. - powiedział czule i pocałował ją w czoło, a potem się uśmiechnął – Teraz choć.
Po tym odwzajemniła uśmiech. Vegeta objął ją ręką i tak wyszli szczęśliwi. Wracając Bulma zasnęła tak, że nie słyszała jak przyjechali do domu. Vegeta wyjmując ją z samochodu poczuł od niej wódkę. Pamiętał jak obiecywała swojemu ojcu, że nie będzie piła. Spostrzegł, że nikt nie zauważył ich powrotu. Zaniósł ją do swojego domu, żeby nie miała kłopotów za to, że się upiła. Zaniósł ją na rękach i położył w swoim łóżku. Kładąc ją ona zaczęła go całować. Vegeta nawet się nie opierał. Zaczęli się rozbierać nawzajem i tak spędzili upojną noc.
Rozdział 5
Następnego dnia Bulma się obudziła jej rodzice jeszcze spali. Miała strasznego kaca. Ubrała się szybko i wprowadziła auto do garażu tak, żeby jej nikt nie widział. Zrobiła to, żeby rodzice myśleli, że byli tak bardzo zmęczeni, że zostali tam na noc. Gdy wstawała nawet nie przypomniała sobie ostatniej nocy. Nie zauważyła nawet tego, że spała z Vegetą w jego domu. Po tym jak wprowadziła auto weszła z powrotem do jego domu. Gdy chciała się już położyć to zauważyła porozrzucane ubrania Vegety i trochę jej ubrań. Po czym przypomniała sobie całą zeszłą noc. Zmęczona położyła się już dalej obok niego.
Po kilku minutach obudził się Vegeta. Ubrał się i uśmiechnięty spojrzał się na śpiącą Bulmę. Do dłoni miał przyklejoną karteczkę, a na niej pisało ,,Zachowuj się jak najciszej. Nie odsuwaj rolet. Nie wychodź na podwórze. Jeśli zadzwoni mój ojciec to powiedz, że przyjedziemy jutro, bo jesteśmy na poprawinach. Dodaj jeszcze, że zostaliśmy na noc i dziś też zostaniemy. Jeśli będzie chciał ze mną rozmawiać to powiedz, że odsypiam noc, ale nic nie piłam.” Vegeta domyślił się, że Bulma nie chce pokazać się jeszcze swoim rodzicom. Miał jeszcze nie zjedzony obiad z poprzedniego dnia, więc podgrzał go w mikrofalówce. Gdy był już gotowy to Bulma obudziła się zapachem potrawy. Usiadła na łóżku i uśmiechnęła się do Vegety. On udawał, że nie widział tego. Choć zaśmiał się pod nosem.
Wyspałaś się? - zapytał się Vegeta, a potem uśmiechnął się
Bardzo dobrze mi się spało. Przeczytałeś liścik? - zaśmiała się Bulma
Przeczytałem kartkę, którą mi zostawiłaś
Zrobiłeś to co ci tam napisałam? Mój ojciec dzwonił?
Tak. Nie.
Nie dzwonił?
Dokładnie. Chcesz powiedzieć o tym swoim rodzicom?
O czym miałabym mówić?
Wiesz o czym.
Ach o tym. Wydaje mi się, że nie. Mój ojciec zakaże się nam po tym widywać jeśli się dowie.
Czyli zachowujemy się tak jak wcześniej. Ty pilnujesz mnie, a ja trenuje.
Nie inaczej.
Po tej rozmowie usiedli przy stole i zjedli razem obiad. Najtrudniejsze było dla nich zachowywanie się przez cały dzień jak najciszej. W pewnym momencie Bulma przypomniała sobie, że jak wychodziła to nie zamknęła drzwi na klucz, więc szybko je zamknęła. Jak tylko je zamknęła to zapukał do nich ojciec Bulmy, który myślał, że Vegeta już przyjechał, a Bulma gdzieś w tym czasie przyjechała. Nie otworzyli mu. Jak jej ojciec wrócił do domu to zadzwonił do Bulmy. Dziewczyna kazała odebrać Vegecie. Sajanin początkowo nie chciał, ale w końcu odebrał. Ojciec Bulmy zapytał się gdzie są i kiedy wrócą. Vegeta udawał, że jeszcze spał. Odpowiedział mu, że zostali na noc. Dodał jeszcze, że wrócą dopiero dziś w nocy, bo idą jeszcze na poprawiny. Vegeta powiedział, że Bulma jeszcze śpi, i że musi się już rozłączyć bo nie chce jej obudzić. Książę szybko się rozłączył.
Potem Bulma zapytała się Vegety czy nie mogłaby pożyczyć od niego jakiś ubrań, bo nie będzie pół dnia chodzić w sukni. Sajanin zgodził się i dał jej jakąś bluzę i dresy. Wyglądała w tym stroju prześmiesznie. Wieczorem skończyło się im jedzenie. Bulma spytała się Vegety czy jest tak szybki, żeby nikt go nie zauważył. Sajanin dał jej odpowiedź pozytywną. Był tylko jeden problem. Polegał on na tym, że aby gdzieś polecieć musiałby wyjść z domu. Bulmie to nie przeszkadzało, bo dom Vegety miał tylne wejście, które było od strony ogrodu. Książę wyleciał nimi, żeby kupić coś do jedzenia. Gdy leciał z powrotem to o mało nie natknął się na jadącego autem ojca Bulmy. Gdy wleciał do domu Bulma czekała na niego przy stole zmęczona czekaniem. Po kolacji pokłócili się o to jak będą mieli pokazać, że wrócili. Jednak Bulma nie potrafiła się długo gniewać i przystała na planie Vegety.
Polegał on na tym, że mieli się wymknąć z domu. Odpalić samochód, a po chwili zgasić silnik. Potem trzasnąć drzwiami tak jakby z niego wysiadali. Vegeta miał odprowadzić Bulmę lub zanieść ją, żeby wyglądało to tak jakby zasnęła zmęczona po poprawinach. Jeśliby ojciec dziewczyny nie spał to mogliby jeszcze z nim chwilę porozmawiać. Ustalili, że mogą wspomnieć o bójce, ale zmienili tylko powód bójki. Nowym powodem było to, że Jamcia posprzeczał się z księciem o to kto na kogo wylał sok.
Bulma i Vegeta ubrali się tak jak byli ubrani na urodziny. Dziewczyna wylała na ubranie sajanina trochę soku. Tak żeby nie było żadnych podejrzeń w sprawie bójki. Zrobili wszystko zgodnie z planem. Wyjątek stanowiła tylko jedna rzecz. Bulma sama weszła do domu, bo sajanin był jeszcze na nią obrażony. Nawet jej nie odprowadził. To co stało się zeszłej nocy puścili w niepamięć.
Rozdział 6
Niecały rok po tych wydarzeniach po raz kolejny pojechali razem na urodziny, ale tym razem do innej koleżanki Bulmy. Dziewczyna tylko sprawdziła czy Vegeta nie zapomniał jak się tańczy. Na tą imprezę pojechali już jako para. Jednak tym razem sajanin już potrafił prowadzić samochód. Nauka tego trwała długo, ale opanował ją do perfekcji. Wszystko na imprezie przebiegało podobnie. Wyjątkiem był brak bójki Vegety. Powodem był brak Jamci. Nawet to co zdarzyło się już po powrocie było takie same. Tydzień po imprezie z Bulmą zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Rano zawsze miała mdłości. Często zmieniał się jej nastrój. Miała dziwne zachcianki.
W pewnym momencie jej mama zasugerowała, że to mogą być objawy ciąży. Bulma nie mogła w to uwierzyć. Zrobiła test ciążowy. Wyszedł pozytywny. Na początku nie wiedziała co ma o tym myśleć. Potem przypomniała sobie ostatnią imprezę. Wszystko było dla niej jasne. Vegeta był ojcem tego dziecka. Najpierw powiedziała o tym swoim rodzicom. Następnie przyszedł czas na Vegetę. Nie wiedziała jak mu to powiedzieć.
Dzień później Vegeta jak zawsze trenował przed domem. Wiedział o tym co się dzieje z Bulmą, ale nie o tym co jest tego powodem. Gdy ćwiczył podeszła do niego.
Vegeta możemy chwilę porozmawiać? - zapytała niepewnie
Mów.
Wolałabym żebyś na chwilę przestał.
Co jest aż tak ważnego, żebym przestał ćwiczyć.
Jestem w ciąży. - wymamrotała pod nosem
Wydawało mi się czy naprawdę powiedziałaś, że jesteś w ciąży.
Dobrze usłyszałeś.
Nagle cały świat sajanina się zawalił. Bulma pytała się go dlaczego nic nie mówi, ale nie odpowiedział. Przestraszył się tego, że zostanie ojcem i odleciał statkiem kosmicznym na inną planetę. Gdy odlatywał Bulma nie wiedziała co ma zrobić. Wiedziała tylko tyle, że nie zdoła go powstrzymać.
Bulma i jej rodzice zastanawiali się jak będzie przebiegała ciąża pół sajańskiego dziecka. Na szczęście podczas niej nic nie stało się dziecku i matce. Każdego dnia przed snem Bulma zastanawiała się gdzie może być Vegeta i jakie kłopoty będzie jej sprawiało dziecko z jego charakterem.
Pewnego dziwnego poranka Bulmę obudził dźwięk lądującego statku. Szybko zerwała się z łóżka. Był to zniszczony statek Vegety. Dziewczyna bez chwili zastanowienia pobiegła do statku. Gdy już do niego dotarła czekała, aż ktoś z niego wyjdzie. Jednak tak się nie stało. Gdy już chciała odejść to ze statku zaczął dobiegać dziwny dźwięk. Ojciec dziewczyny kazał jej się odsunąć. Gdy tak zrobiła to statek wybuchł. Bulma była pewna, że Vegeta był na nim. Na szczęście obyło się bez pożaru. Jak już dym opadł Bulma podbiegła do resztek statku. Wołała sajanina, ale nikt nie odpowiadał. Chciała zacząć go wołać ponownie. Gdy tuż przed nią z gruzów wyłoniła się ręka. Później reszta ciała. Był to Vegeta. Bulma podbiegła do niego. Sajanin nie był na tyle silny, żeby ustać na własnych nogach. Upadł na ziemię. Bulma podniosła go.
Zostaw mnie. Nic mi nie jest. Jestem zdrowy. Nie potrzebuje niczyjej pomocy. - zapewniał Vegeta
Nie bądź głupi. - powiedziała Bulma, po czym zaczęła płakać. Potem przytuliła go do siebie
Ojciec dziewczyny zniósł go na trawę. Nie mógł Bulmy odciągnąć od Vegety. Jej matka zadzwoniła po pogotowie. Pomoc przybyła natychmiast. Zabrali Vegetę do karetki. Bulma była dla niego najbliższą osobą, więc pojechała z nim. Gdy jechali do szpitala z nerwów zaczęła rodzić. Była już w dziewiątym miesiącu ciąży. Ratownicy musieli zająć się już dwoma osobami. Gdy dojechali do szpitala to dziecko było już na świecie. Vegetę zabrano na odział intensywnej terapii, a Bulmę na oddział poporodowy. Dziecku nic nie było. Wbrew oczekiwaniom Bulmy urodziło się bez ogona. Był to chłopiec. Dała mu na imię Thrunks. W tym momencie domyśliła się o co chodziło Goku gdy go widziała ostatnim razem. Nie wiedziała tylko skąd to wiedział. Bardziej jednak martwił ją stan Vegety. Przy pierwszej okazji wizyty przyszła do niego. Vegeta przez parę dni nie obudził się. Przy drugich odwiedzinach przyszła już z Thrunksem. Jak przyłożyła dziecko do sajanina to obudził się. Pierwsze co zobaczył to twarz swojego syna.
Gdzie ja jestem? - zapytał Vegeta
Jesteś w szpitalu. - odpowiedziała Bulma
Co to za dziecko? Ostatnie co pamiętam to twój płacz.
To twój syn. Pójdę po lekarza. - wyszła z pokoju i wróciła po chwili z lekarzem
Widzimy się po raz kolejny. Tym razem na pewno jesteście parą. - zaśmiał się lekarz – Jak się czujesz tatusiu?
Dobrze. - odpowiedział chłodno Vegeta
Nic się nie zmieniłeś od czasu twojej ostatniej wizyty. Twoja dziewczyna natomiast dużo się zmieniła.
Skąd pan doktor wie, że nie jesteśmy małżeństwem? - zapytała Bulma
Nie macie obrączek.
Po krótkiej rozmowie lekarz wyszedł. W pokoju zostali tylko świeżo upieczeni rodzice z synem. Po chwili ciszy sajanin odezwał się.
Przepraszam, ze zostawiłem cię wtedy.
Powiedz mi tylko dlaczego uciekłeś? - zapytała nie zważając na jego przeprosiny.
Przestraszyłem się tego, że zostanę ojcem. Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Opanowałem stan super saiyanina.
Może dla ciebie to dobra, ale dla mnie nie. Przez prawie rok nie odzywałeś się. Nie wiesz jak się czułam. - po tych słowach zabrała Trunksa i wyszła.
Nie odebrała nawet Vegety ze szpitala. Sajański książę sam wrócił do domu. Bulma zachowywała się tak jakby go w ogóle nie widziała przed swoim domem. Ignorowała jego zaczepki. Na początku nie pozwalała, żeby podchodził do Thrunksa. Mógł go jedynie widywać z daleka. Z czasem złość przechodziła jej. Po kilku miesiącach złość odeszła. Gdy przyjeżdżał ktoś kto znał Vegetę od złej strony to saiyanin udawał, że nie zależy mu na Bulmie i dziecku.
Naszego księcia Trunks ciągle irytował. Nie miał zamiaru się nim opiekować. Nawet jeśli był to jego syn.



Miałam już kilka rozdziałów, ale po przeczytaniu pewnego bloga zniszczyłam je. Zrozumiałam, że źle zrobiłam opisując walki, które możecie obejrzeć w Dragon Ball. Teraz będę pisać tylko o miłości dwojga tytułowych bohaterów. Jeśli coś będzie się dziać po walce z jakimś wrogiem to Was o tym poinformuję. Możliwe, że za jakiś czas pojawi się kolejny rozdział. Zdradzę Wam tylko tyle,że będzie dużo dziać się w sypialni.
Pa pa moi Vegusie:)

Dzieje się po wyjściu Vegety ze szpitala. Zmuszony został mieszkać w Bulmy części wielkiej rezydencji, żeby w razie czego ktoś był blisko niego. Był jeszcze troszkę osłabiony. To mu nie przeszkadzało w treningach.
Rozdział 7
Bulma siedziała w salonie i oglądał jakiś serial. Poprosiła swoją mamę, żeby zajęła się przez parę dni Trunksem. Miała chwilę spokoju dla siebie. Dopiero co przyjechała od Tressy. Odpoczywała krótko mówiąc. Do salonu wszedł Vegeta. Starał się z nią nie spotykać. A jednak. Stało się. Przez chwilę stracił czujność. Gdy już stanął w progu zauważył ją. Chciał przejść niezauważony. Nie udało mu się. Słyszała go bowiem jak zamykał drzwi wejściowe. Postanowiła go zaskoczyć. Vegeta już prawie wychodził z salonu gdy nagle dziedziczka Capsule Corp. odezwała się.
Za pół godziny kolacja. Mam nadzieje, że zaszczycisz mnie swoją obecnością, książę. - starała się jak najbardziej podkreślić ostatnie słowo
Hmpf... - prychnął wchodząc do swojego pokoju
Bulma pragnęła, żeby choć raz bez przymusu powiedział jej jakiś komplement.
Vegeta poszedł do swojego pokoju. Był zmęczony. Ćwiczył bez przerwy od 10 do 15 następnego dnia (Bulma nie wiedziała tego, bo była wtedy u swojej koleżanki Tressy). Wojownik wziął szybki prysznic po czym usiadł na łóżku. Zamknął oczy i myślał o tym co Bulma mu ostatnio powiedziała przy śniadaniu.

Skoro mamy już dziecko to powinniśmy mieć swój własny pokój – wydusiła z siebie
Co?... - zakrztusił się Vegeta jedząc leczo z ryżem.
Podniósł głowę mierząc w nią swym lodowatym spojrzeniem.
To co słyszałeś. Pogadamy o tym jutro. Teraz nie mam czasu jadę do Tressy. - powiedziała wstając od stołu
Podeszła do Vegety składając na jego policzku pożegnalny pocałunek. To było tyle. Choć on miał ochotę na więcej. Jednak do niczego nie doszło.

Teraz siedząc na łóżku z zamkniętymi oczami obmyślał plan rozmowy z Bulmą. Nie wiedział kiedy zasnął. Do pokoju weszła rozzłoszczona Bulma.
Wołam ciebie i wołam! Kolacja jest już na stole. Nie było obiadu, więc będzie większa i wcześniejsza kolacja. - powiedziała rozzłoszczona podchodząc do niego
Wtedy zauważyła, że on śpi. Pogładziła go po policzku. Przypomniała sobie jak zrobiła to po pierwszej nocy spędzonej razem. Nagle saiyanin złapał ją za rękę. Zapiszczała z bólu. Otworzył oczy. Gdy zauważył do kogo należy ręka, którą trzyma natychmiast rozluźnił uścisk.
Nawet nie przeprosisz. - wydukała oschle Bulma
Czuła jak łzy napływają jej do oczu. Nie otrzymała odpowiedzi. Powtórzyła jedynie to co powiedziała wchodząc do pokoju. Złapała go za rękę i wyciągnęła z pokoju.
Usiedli jak zawsze przy stole. Trunks siedział w swoim foteliku zajadając swoją przepyszną kaszkę mannę. Jadł już prawie sam. Bulma tylko czasem mu pomagała. Kolacja była w stylu meksykańskim. Krótko mówiąc każde danie było piekielnie ostre. Vegecie jednak to nie przeszkadzało. Natomiast Bulma brała malutkie kęsy.
Wróćmy do naszej rozmowy ze wczoraj. - zaproponowała Bulma kończąc jeść
Po co? - zapytał Vegeta nie przerywając jeść kurczaka
Żeby wiedzieć co o tym sądzisz.
Nie o to mi chodzi.
To o co?
Po co mamy mieć wspólny pokój?
Nie mam zamiaru latać w te i z powrotem, żeby pocałować cię, przytulić lub coś więcej. - w tym momencie zauważyła błysk w oczach Vegety
Wojownik wstał i usiadł na fotelu w salonie. Bulma w tym czasie zaniosła Trunksa do łóżeczka gdzie zasnął. Wróciła do salonu siadając Vegecie na kolanach. Nie opierał się.
Pocałuj mnie tak jak kiedyś. - powiedziała patrząc mu prosto w czarne tęczówki jednocześnie wieszając mu się na szyi.
Vegeta nie czekając ani chwili pocałował ją. Chciał poczuć ten elektryzujący dotyk dłoni Bulmy na jego karku. Zatopiła jedną rękę w jego czarnych włosach. Książę objął ją w pasie. Pocałunek był długi. Gdy ich usta oddaliły się od siebie Bulma chwyciła Vegetę za rękę i zaprowadziła do pokoju, który kiedyś był jej. Teraz stał się ich pokojem.
Wystrój pomieszczenia zmienił się. Nie panował tam taki przepych jak wcześniej. Bulma usunęła z niego kilka rzeczy, bo Vegeta lubił gdy było skromnie. Ściany były koloru beżowego. Wisiało na nich kilka zdjęć. Przed drzwiami stało wielkie łoże. Przy każdej jego stronie stała lampka nocna na szafce.
Państwo Briefs stali przed tym oto łożem trzymając się za ręce. Patrzeli sobie prosto w oczy. Czasem zerkając na łoże. Czekali na to które zacznie grę wstępną.
Nie udawaj grzecznego chłopca. - powiedziała szturchając rękę Vegety
Hmpf... - prychnął w odpowiedzi
O czym teraz myślisz? - zapytała całując jego podbródek
O tym jak dobrać się do ciebie, żeby coś jeszcze zostało – odpowiedział całując ją
Niech nic ze mnie nie zostanie. - wyszeptała swojemu księciu do ucha po czym ugryzła je namiętnie
Nie upadli na łóżko. Vegeta szedł z Bulmą w stronę ściany. Nie odrywali swoich ust od siebie przez cały czas. Vegeta włożył Bulmie ręce pod bluzkę szybkim ruchem ściągając ją z kobiety. Ona w tym czasie ściągnęła z niego szorty. Potem Bulma ściągnęła z niego T-shirt. Natomiast po spódniczce dziewczyny pozostały tylko skrawki, bo Vegeta nie miał zamiaru się z nią siłować. Podobnie zrobił z jej bielizną. Bulma bokserki zdjęła mu razem ze szortami. Saiyanin przycisnął ją do ściany. Potem przenieśli się na łóżko. Pościel znalazła się prawie na podłodze. Wszystko trwało jakieś pół godziny.
Po wszystkim Bulma wtuliła się w umięśniony tors wojownika. Zasnęła. Vegeta leżał jeszcze z otwartymi oczami gładząc swoją ukochaną po głowie. Na jego twarzy pojawił się triumfujący uśmieszek. Teraz uświadomił sobie jak bardzo kocha tą zwykłą ziemską dziewczynę. Zasnął. Jego do tej pory nierówny oddech uregulował się.
Nastał ranek w rezydencji Brefsów. Bulma obudziła się. Leżała na boku. Gdy się obróciła zauważyła swojego umięśnionego wojownika. Uśmiech zawitał na jej twarzy. Gdy się rozejrzała po pokoju nie zauważyła kołyski z małym Trunksem. Przestraszyła się. Szybko przypomniała sobie, że jej mama miała nim zająć się. Odetchnęła z ulgą. Zauważyła, że Vegeta jeszcze śpi. Nachyliła się nad nim, żeby go pocałować. Jednak on był szybszy. Złapał ją w pasie przerzucając na swoją stronę. Pocałował ją. Bulma była trochę zaskoczona dobrym humorem Vegety. Nie, nie trochę. Ogromnie.
Co się z tobą stało? - zapytała zaskoczona Bulma
Jeśli chcesz mogę przestać. - odpowiedział książę odrywając usta od jej szyi
Ale... - nie skończyła, bo Vegeta zamknął jej usta swoimi
Tak namiętnie rozpoczął się kolejny dzień. Wszystko mijało pomyślnie aż do pory obiadu.

Oto jeden z moich rysunków, który sama rysowałam. Postać pochodzi z mojej ulubionej kraskówki. Czy wiecie kto to?


środa, 3 lipca 2013

Cześć nazywam się Ola. Na tym blogu zamieszczać będę opowiadania pisane przeze mnie.

OPOWIEŚCI DZIWNEJ TREŚCI
PROLOG
Roki poznała Lilianę w pierwszej klasie podstawówki. W drugiej klasie Cysie, Sarę i Serinę. Do tych trzech rzadko się odzywała, ale do Liliany najczęściej. Do końca trzeciej klasy wszystkie żyły z zgodzie. Kłótnie zaczęły się gdy na początku czwartej klasy Roki trafiła do klasy B, a reszta do A. Po rozpoczęciu roku szkolnego dziewczyny zerwały ze sobą kontakt. Nie odzywały się do siebie. Nawet nie miały zamiaru mijać się ze sobą w szatni i na szkolnym korytarzu. Najgorsze były dla nich lekcje wychowania fizycznego, bo ich klasy zawsze miały je razem. One w takim razie musiały stanowić jedną drużynę.
Rozdział 1
Pewnego dnia Roki dostała dobrą ocenę. Chciała pochwalić się tym reszcie dziewczyn. Więc szukała ich po całej szkole. Znalazła je pod szkolnym sklepikiem.
-Liliana posłuchaj muszę ci coś powiedzieć! - mówiła zdyszana Roki. - Dostałam piątkę z angielskiego. - wykrzyknęła Roki. Dziewczyny nie zwróciły na nią uwagi. Roki powtórzyła jeszcze głośniej.
-Ona nie chce z tobą rozmawiać, nie rozumiesz tego! - Cysia nakrzyczała na Roki. Zasmucona poszła do łazienki gdzie tylko tam mogła być naprawdę sama. Choć bolało ją to, że najlepsze przyjaciółki nie mają zamiaru dłużej być jej przyjaciółkami.
W piątej klasie w ogóle zerwały ze sobą kontakt. Nie rozmawiały ze sobą, nie widywały się poza szkołą i nie wracały z niej razem. Roki przeżyła jeszcze jedną dotkliwą sprawę. Jej koleżanka Ala, a po rozstaniu z Cysią, Lilianą, Seriną i Sarą stała się jej jedyną prawdziwą przyjaciółką. W pewnym momencie Liliana zatęskniła za Roki i obiecywała jej, że będzie wychodziła wcześniej do szkoły. Roki nie chciała tego więc wychodziła później i w szkole mówiła jej, że zaspała. Potem Liliana mówiła, że wyjdzie później. To Roki wychodziła wcześniej, Tak minęła piąta klasa.
Szósta klasa była najgorszą w dotychczasowym życiu Roki. Miała ona na każdej lekcji historii kartkówkę. Liliana wykorzystywała to, bo miała takie same kartkówki. Nawet tą samą grupę, bo siedziały dokładnie na tym samym miejscu. Historie miała pod koniec dnia, więc zdążały się nauczyć. Roki sądziła, że dalej są koleżankami i opowiadała jej o tym jaki był na nich temat. Liliana i reszta dziewczyn dostawały wtedy piątki z kartkówek, bo Roki dawała im wszystko na tacy. W końcu zaczęła coś podejrzewać, więc kłamała, że nic nie pamięta lub, że kartkówki nie mieli. Na lekcjach przyrody było podobnie. Tylko, że tym razem była to wina nauczycielki, bo niesprawiedliwie oceniała uczniów. Roki nie mogła wykazywać się z pracach domowych, bo nauczycielka wybierała do nich zawsze tą samą osobę, która zawsze coś przekręcała w zadaniach. Choć i tak dostawała za nie dobre stopnie. Roki ze wszystkich sprawdzianów i kartkówek dostawała 6. Na ocenę celującą na koniec roku i tak musiała błagać przy pomocy swoich koleżanek z klasy. Choć miała pełno ocen z aktywność. Liliana dostała ją tylko za to, że ciągle ściągała na sprawdzianach i kartkówkach i wszystkie zadania przepisywała z Ściąga.pl. Roki jednak nie wiedziała o tym.
Rozdział 2
W gimnazjum cała sytuacja się zmieniła, bo nagle Liliana, Cysia, Sara i Serina chciały się przyjaźnić z Roki. Naiwna wróciła do nich po długiej rozłące. Wszystko działo się dobrze do czasu gdy Cysia zaczęła się ciągle kłócić z Sarą. Roki próbowała załagodzić ich spory lecz to nic nie pomogło. Nagle jakby nigdy nic stały się najlepszymi przyjaciółkami. Serina przyjaźniła się z Cysią, ale od czasu kłótni tej drugiej zerwały kontakt. Tylko czasem rozmawiały ze sobą. Serina ciągłe chodziła smutna i przygnębiona. Szczególnie dobiło ją to co powiedziała o niej Cysia. Roki, Sara, Serina i Cysia grały w drodze powrotnej ze szkoły w państwa-miasta. Sara wylosowała literę ,,F”. Większość z dziewczyn powtarzała po innej. Nagle Serina zaczęła wymawiać takie nazwy, których żadna nie znała. Po podliczeniu punktów wyszło, że Serina wygrała dzięki literze ,,F”. Cysie zdenerwowała się.
-Nie gramy już w to, bo Serina jest za mądra! - krzyknęła wkurzona Cysia. Łatwo poszło zauważyć, że dotknęło to Serinę. Roki zauważyła to i spróbowała rozmawiać z nią, żeby podnieść ją na duchu. Serina doceniała je starania, ale wolała pozostać sama.
Pewnego razu Sara pokazała Roki chłopaka, który jej się podoba. Chodził on do tej samej szkoły co one. Sara odnalazła go na Facebooku, dzięki temu, że wiedziała, z której klasy jest. Był on z klasy 2F. Miał na imię Luke. Jego włosy były krótkie z długo grzywką skierowaną na prawą stronę. Często nosił koszule w kratkę. Często to mało powiedziane nosił je zawsze. Sara pisał ciągle do niego anonimy na ask – u, że się jej podoba. Odpisywał je najczęściej coś takiego ,, To super”. Roki wiedziała, że Sara nie zrobi żadnego kroku na przód, więc zainterweniowała. Przyjęła go do grona znajomych na Facebooku. Próbowała z nim pisać, ale po jego pierwszej odpowiedzi rozmowa się urywała. Roki się nie poddawała. Zdenerwowana na niego napisała mu, że podoba się jej przyjaciółce Sarze. Po tej wiadomości przestał się odzywać. Pewnego razu Cysia i Roki wpadły na genialny plan. Chciały popchnąć Sarę na Luke gdy ten miał obok niej przechodzić. Niestety ten plan nie powiódł się, bo Liliana uprzedziła o wszystkim Sarę. Dziewczyny próbowały już przetrzymywać Sarę naprzeciwko niego tak długo jak mogły. Niestety znielubiła go po tym jak dowiedziała się, że depliluje on sobie nogi. Na szczęście to nie koniec przygód dziewczyn z Lukiem.
Rozdział 3
W maju niedaleko miejscowości, w której mieszkały dziewczyny odbywały się Zielone Świątki. Poszły tam lecz były tam krótko, bo nic ciekawego się tam nie działo. Ominęło je jednak spotkanie z panią Gosią, która zbierała osoby do zawodów sportowo-pożarniczych dziewcząt. Dowiedziały się one tego w poniedziałek od Kasi z ich klasy, która rozmawiała z panią Gosią. Do drużyny zgłosiła się Roki, Nikola, Liliana. Cysia i Sara nie były pewne, ale na szczęście się zgodziły. Do pełnego składu brakowało tylko jednej osoby. Kasia zapytała się swojej siostry Beaty czy by chciała. Zgodziła się. Pozostało tylko załatwienie terminu treningu. Ustaliły go z panią na czwartek na 19.00. Na pierwszym treningu uczyły się rozwijać i zwijać węże. Robiły to razem z chłopakami, którzy startować mieli już drugi rok. Chłopcy szybko się uwinęli, więc dziewczyny mogły na spokojnie potrenować zadanie bojowe. Ustaliły z panią, że Nikola będzie na stanowisku łącznika, Beata rozdzielacza. Od rozdzielacza ciągnęły się dwie roty. Każda rota składała się z dwóch osób. W pierwszej rocie Roki podłączała swoją jedną końcówkę węża do rozdzielacza i biegła z drugą do końcówki węża zostawionej przez Kasię. Po dokładnym podłączeniu i przesunięciu złączonych węży na bok Roki musiała biec do Kasi. Druga rota robiła to samo tylko, że inne osoby. Cysia robiła to co Roki, a Liliana to co Kasia, której zadaniem było rzucenie węża w odpowiednim miejscu, zostawienie jednej końcówki i rozciągnięcie węża. Gdy go już rozciągnęła to musiała podłączyć drugą końcówkę do prądownicy. Sara była dowódcą. Dziewczyny ciężko ćwiczyły przez 2 tygodnie.
Na jedną z prób Roki, Nikola i Liliana przyjechały wcześniej. Przyjechały na rowerach. Po chwili od ich przyjechania przyszła Sara. Jej i Roki nudziło się więc poszły do sklepu, który był niedaleko. Gdy wróciły to nie było tam Nikoli i Liliany. Długo nie wracały więc Sara rozejrzała się czy ich nie ma gdzieś w pobliżu. Wyszły zza płotu roześmiane. Udawały, że się naćpały. Można było rozpoznać, że udawały, bo nie miały czerwonych oczu. Udawały, że widzą Meksyk i Londyn. Roki zdenerwowała się i chciała gdzieś iść. Na szczęście dla niej Sara musiała iść do łazienki. Jej dom był blisko, więc tam poszły zostawiając rower Roki. Po powrocie usiadły na trawie. Jak przyszły to Liliana i Nikola zachowywały się już ,,normalnie”. W pewnym momencie gdzieś poszły. Roki w tym samym momencie zauważyła, że nie ma jej roweru.
-Sara pomóż mi go znaleźć, bo jeśli go nie znajdę to tata mnie ,,zabije”. - spanikowała Roki.- Ej, czy to nie ślady mojego roweru? - Ślady prowadziły pod płot skąd wcześniej wyszły Nikola i Liliana. W tym samym momencie gdy Roki i Sara znalazły rower pojawiły się Nikola i Liliana roześmiane.
-Ha, ha, ha, ale się uśmiała. To był naprawdę ciekawy żart. - krzyknęła ironicznie Roki.
Następnego dnia w szkole nie było Liliany, Sary, Cysi i Seriny. Była jednak Nikola. Przez całą drogę do szkoły w autobusie stała obok Roki udając, że jej  nie widzi. Wiedziała, że Roki jest na nią strasznie wkurzona za ten ,,żart”. Gdy tylko Roki próbowała na nią spojrzeć to Nikola zakrywała swoją twarz. Tak jakby wzrok Roki ją palił. W szkole Roki ciągle chodziła smutna, prawie płacząca, bo nie miała się komu wyżalić. Jedynie Kasie potrafiła okazać jej współczucie. W szatni przed w-f -em jak tylko Nikola z niej wyszła to Kasia przy wszystkich dziewczynach zaczęła ją głośno obgadywać. Tak, że wszystkie ją słyszały. Opowiedziała im co Nikola i Liliana zrobiły Roki. Na początku nie zwracały  na to zbytnio uwagi. Zdenerwowanie brakiem zainteresowania koleżanek Roki się po kilku godzinnym milczeniu odezwała się (nie miała sił opowiedzieć Kasi co się stało, więc napisała to na kartce).
-Pomyślcie sobie jak wy byście się poczuły gdyby wasza najlepsza przyjaciółka i druga przyjaciółka schowały wam waszą najbardziej ulubioną rzecz. - wykrzyknęła Roki.
Po tym zdaniu w całej szatni zapanowała cisza. Do szatni weszła Nikola, która nie wiedziała o co chodzi. Gdy tylko weszła to Roki wyszła nawet bez dokładnie ubranych butów. Trzasnęła za sobą drzwiami. Dzięki wypowiedzi Roki wszystkie dziewczyny przeszły na jej stronę.
Nikola jako pierwsza przełamała się i odezwała się do Roki. Roki mogłaby by się dłużej nie odzywać, ale wolała się odezwać żeby Nikola nie miała później do niej różnych pretensji. Kontakty między nimi szybko się nie naprawią.
Rozdział 4
Zawody miały się odbyć 15 czerwca o 9.00 miały się zacząć sztafety. Dziewczyny miały zbiórkę o 7.30. Roki była więc zmuszona do wstania o 6.00. Tak jak inne dziewczyny. Roki przyjechała do Sary, żeby zostawić u niej rower. Poszły razem do remizy strażackiej. Były już tam Liljana, Nikola i Cysia oraz parę chłopaków. Roki poszła jeszcze do sklepu po śniadanie. Zaraz po jej wyjściu ze sklepu przyszła pani Gosia i Kasia z Beatą. Wtedy okazało się coś okropnego. Było nią to, że nie jechały dziewczyny wozem strażackim tylko wszyscy jechali autobusem. Jechały one z drużyną  z miejscowości, w której mieszkały. Nie były one w niej, bo nie było już tam miejsc dla nich. Gdy tylko weszła do autobusu ich drużyna przeciwna to od razu zapanował w nim chaos. Dziewczyny przyjechały szybko na miejsce zawodów. Po jakiś 15 minutach odbyło się rozpoczęcie zawodów i dowódcy wszystkich drużyn musiały iść wylosować kiedy będą startować. Sara wylosowała tak, że zawsze startowały dziewczyny jako drugie. Zaraz po drużynie która z nimi przyjechała. Dziewczyny biegły razem z nimi, jednak przebiegły ostatnie, ale tamtej drużynie doliczono punkty karne. Było tych punktów aż 30, czyli 30 sekund doliczono im do czasu. Zadanie bojowe Roki biegła pół godziny po ich sztafecie. Jednak najpierw biegła drużyna z ich autobusu. Tamte dziewczyny wykonały zadanie w 48 sekund, a Roki i reszta paczki zrobiły to w 49 sekund. Zawody dziewcząt zakończono po upływie pół godziny. Kasia wtedy dowiedziała się, że mają 3 miejsce. Wszystkie dziewczyny bardzo się ucieszyły z tego. Jednak ich drużyna przeciwna z autobusu zdenerwowała się , bo brakowały im tylko 3 punkty do drużyny Sary. Twierdziły, że one popełniły jakieś błędy, więc sędziowie przejrzeli materiał z dwóch pierwszych wykonanych zadań. Okazało się, że to one popełniły błąd i teraz miały 8 punktów różnicy. Chłopacy też byli wkurzeniu, bo ktoś powiedział, że źle trzymali wąż. Toczek i Cyprian poszli do sędziów porozmawiać. Po powrocie wszystko opowiedzieli dziewczynom.
- Sędziowie twierdzą, że jakiś typ miał to nagrane i zmienili decyzje i dodali nam te punkty karne i teraz nie mamy 3 miejsca. Tylko 4. - zdenerwował się Toczek.
-Toczek mówi prawdę. Powiedziałem mu, że tak jak w piłce nożnej nie powinno zmieniać się decyzji. Jeszcze dodałem, że poprawnie trzymaliśmy wąż, bo na końcowym odcinku sztafety wąż powinno trzymać się lewej ręce, a nie w prawej. Większość drużyn tak robiła, ale myśmy normalnie trzymali w lewej ręce. Wtedy oni łaskawie zawołali głównego sędziego i zaczęli to uzgadniać. Jeszcze nie wiadomo czy mamy to 3 miejsce czy nie. - opowiedział Cyprian.
-Przecież chodziła tutaj taka pani z aparatem co robiła wszystkiemu zdjęcia. Miała ubrana kamizelkę z napisem na plecach ,,STRAŻ”. - oznajmiła Kasia. Wszyscy chłopacy zaczęli szukać tej pani. Gdy ją znaleźli to pokazali te zdjęcia sędziom, a oni niby się zgodzili.
Gdy czekaliśmy na koniec zawodów to basenów z wodą jeszcze nie składali i wtedy zaczęła się jazda. Najpierw Damian wrzucił Kasie do basenu. Była cała mokra, nawet włosy miała mokre. Wtedy wszyscy zaczęli wrzucać osoby, które były pierwszy rok. Nawet wrzucili parę osób, które była na zawodach któryś raz. Jedną z tych osób był jakiś prezes.
Po tej zabawie było rozdanie nagród. Drużyna, w której była Roki miała 3 miejsce. Dostały za to puchar, medale i kaski rowerowe. Nawet mechanik dostał kask z lekkim odcieniem różu. Roki dostał cały różowy. Podobnie jak Sara i Kasia. Reszta dziewczyn z drużyny miała żółte z dziwną miną. Po rozdaniu nagród wszyscy pojechali do swoich remiz. Roki, Sara. Kasia, Liljana, Cysia i reszta chłopaków razem z panią Gosią zrobili ognisko przy remizie. W tym czasie jak chłopacy znosili drewno na ognisko to pani i dziewczyny spisywały dane potrzebne do wypisania zaświadczeń do szkoły. Wszystko poszło szybko i sprawnie. Dziewczyny myślały, że chłopacy nie zrobią im już chrztu pierwszorocznych w stawie. Jednak się myliły, bo chłopacy zaczęli od wrzucenia Kacpra. Roki i Cysia zamknęły się w łazience. Wpuściły tam Kasie, a potem jeszcze Lilianę i Beatę. Kasia po jakiś pięciu minutach w łazience otworzyły drzwi a chłopacy tam już czekali. Wyjęli drzwi z zawiasów i zabrali Beatę. Po niej była Liliana. Kasie wypuścili, bo miała już chrzest w basenie. Przed ostatnią z łazienki była Cysia. Roki słyszała tylko jej krzyki, a potem plusk wody. Po chwili do Roki przyszedł uśmiechnięty Toczek. Wyprowadzili ją trzymając za ręce. Mogła zdjąć buty. Chłopacy nie chcieli jej zbytnio wrzucać do wody, bo miała chorą nogę. Liliana twierdziła, że Roki tylko udaje, bo normalnie biegała. Jednak tak nie było. Roki dwa razy wrzucili do stawu, bo za pierwszym razem wpadła tylko do kolan. Drugi raz nie był taki przyjemny dla Roki. Złapali ją za ręce i nogi. Zaczęli ją bujać, żeby daleko wleciała. Wpadła tak, że całe nogi i ręce były w mule, a włosy we wodorostach. Jak wyszła z wody to powiedziała, że teraz chłopacy, bo w zeszłym roku nie byli chrzczeni. Roki na jakiś czas zniknęła, bo się przebierała. Przez ten czas chłopacy wrzucili do wody Sarę. Nikole dziewczyny też chciały wrzucić do wody, ale tego nie zrobiły bo się ,,źle czuła”. Więc ustaliły, że w przyszłym roku wrzucą ją dwa razy. Jak dziewczyny suszyły się przy ognisku to wrzucili jeszcze Krzysia do wody. Po tym wszyscy rozeszli się do domów.
Rozdział 5
Pewnego dnia gdy Roki weszła na Facebooka miała jedną wiadomość. Była ona od Luka. Roki bardzo się zdziwiła, bo sądziła, że Luke nie będzie miał zamiaru więcej z nią pisać. Jednak się myliła. Napisał. To było dla niej coś dziwnego, a zarazem spodziewanego. Wiadomość brzmiała ,,Cześć co u ciebie?”. Roki nie wiedziała co odpisać. Zaczęła z nim pisać jak z kolegą, którego dobrze zna.
Cześć. Nie sądziłam, że do mnie napiszesz. Chwilowo nudzę się, ale to się zaraz zmieni.
Dlaczego się zmieni? - zapytał się Luke
Zaraz moje koleżanki zauważą, że weszłam na Facebooka, ale wole pisać z tobą.
Dlaczego wolisz pisać ze mną?
Tobie mogę się wyżalić, bo tylko obce osoby potrafią naprawdę słuchać.
Heh.
Nie śmiej się. Taka jest prawda. Przez to wszystko zapomniałam się spytać co ty robisz?
Ja oglądam telewizje.
A co oglądasz?
Skacze po kanałach. Nie ma nic co lubię. W tym momencie słucham muzyki.
Czego słuchasz?
Rocka, popu, rapu, hip-hopu. Różnych gatunków.
Aha. Ja słucham tego samego.
Tak rozpoczęła się długa rozmowa. Po kilku wymienianych tak wiadomościach wiedzieli o sobie już wszystko. Luke tylko nie wiedział jak wygląda Roki. Prosił ją, żeby spotkali się w szkole, ale Roki nie chciała. Wolała sprawdzić jak długo utrzyma się ich znajomość przez internet. Roki wiedziała dokładnie jak wygląda. Sprawdzała czy to zawsze on będzie zaczynał ,,rozmowę”. Czekał aż zapyta się o tą wiadomość o jego wielbicielce. Tak się jednak nie stało. Sama musiała się o to niego zapytać. Po tym pytaniu nawet nie odpisał. Po prostu jak największy tchórz wylogował się.
Dopiero po kilku miesiącach gdy już Roki o nim zapomniała to się odezwał. Rozmowa zaczynała się tak samo. Gdy Roki zdobyła już jego zaufanie zapytała się go o co się wtedy obraził. Odpowiedział, że nie lubi jak ktoś próbuje go z kimś zeswatać. Roki odpisała mu, że nie chce go zeswatać. Chce tylko, żeby o tym wiedział. On wtedy zrobił to co zawsze. Wylogował się i nie odzywał się parę miesięcy.
Roki nie mówiła nikomu o swoich korespondencjach z Lukiem. Bała się komuś o tym powiedzieć. W końcu odważyła się. Powiedział o tym Cysi. Na początku Cysia nie wiedziała co o tym powiedzieć. Nareszcie powiedział, że powinna zerwać z nim znajomość dopóki jeszcze Sara się o tym nie dowiedziała. Roki wyjaśniła jej, że gdy tylko zaczyna temat o Sarze to on wtedy przez parę miesięcy się nie odzywa. Roki zdecydowała, żeby przez pół roku nie odzywać się do niego i sprawdzić czy zacznie się do niej pisać Luke. Jak powiedziała tak zrobiła. Przez długi czas nie odzywała się do niego, ale on czekał na nią na Facebooku, aż zaloguje się. Pisał do niej. Roki nie odbierała ich tylko liczyła ile wiadomości przysyła jednego dnia. Przysyłał trzy czasem cztery. Roki nie wiedział co ma robić. Znowu poradziła się Cysi. Ta kazała jej robić to co miała. Nie odpisywać, ale czekać godzinami na Facebooku.
Pewnego razu Roki przełamała się i odpisała. Dołączyła do rozmowy Cysię. Na początku rozmowa nie była zbyt ciekawa, ale z czasem rozkręciła się. Po paru dniach takich rozmów jak Cysi jeszcze nie była zalogowana na Facebooku to Luke napisał do Roki krótką, ale zrozumiałą wiadomość. Napisał ją tylko do Roki tak, że Cysia o niej nie wiedziała. Napisał w niej ,,Zakochałem się w Cysi”. Roki była zaskoczona, ale nie zdziwiło jej to, bo Cysia i Luke dobrze się rozumieli. Po chwili przyszła do niej kolejna wiadomość brzmiała tak ,,Nie mów jej o tym”. Roki dotrzymała tajemnicy, ale było jej szkoda Sary. Sara nie wiedziała o korespondencjach Cysi, Roki i Luka. Roki z trudem dotrzymywała tajemnicy. Było jej przykro, bo tylko ona i Luke wiedzieli o tej sprawie. Roki nie potrafiła z nimi pisać wiedząc co Luke czuje do Cysi. Roki nie wiedziała co odpisywać, żeby nie wyjawić tajemnicy.
Po kilku dziwnych rozmowach Roki wpadła na genialny plan. Chciała pójść z koleżankami i Lukiem na jakąś imprezę w szkole. Zaprosiła Lilianę, Sarę, Cysię i oczywiście Luka. Serina nie chciała iść. Reszta chciała iść. Plan polegał na tym, żeby sprawdzić, z którą dziewczyną Luke będzie się lepiej dogadywał w rzeczywistości. Na Facebooku opowiedziała Lukowi gdzie będą na niego czekać i o której. Luke odpowiedział jej na to ,,W końcu cię poznam”.
W piątek wieczorem Luke czekał na umówionym miejscu. Dziewczyny przyszły całą paczką.
Cześć Luke! - zawołały wszystkie chórem
Cześć dziewczyny. Która z was to Roki? - zapytał zażenowany
To ja. - powiedziała dziewczyna, która prowadziła resztę - Twoja prośba się spełniła. Nareszcie wiesz jak wyglądam. Wyobrażałeś mnie tak sobie? - zapytała Roki
 Nie do końca tak, ale byłem blisko. - odpowiedział Luke
Czego więc nie trawiłeś w moim wyglądzie? - zapytała Roki
Koloru włosów i wzrostu. Myślałem, że masz długie blond, a tymczasem masz krótkie czarne. Sądziłem, że jesteś niska, a jednak jesteś wysoka.
Nie zawsze da się wyobrazić sobie kogoś dokładnie tak jak wygląda. - zaśmiała się Cysia
Przedstawię ci resztę dziewczyn. Ta po mojej prawej to Liliana, a po lewej Sara. Cisie już znasz. - przedstawiła dziewczyny Roki
Wow. Żadnej z was nie wyobraziłem sobie dobrze.
Rozmowa trwała jeszcze chwilę. Po niej poszli na imprezę. Na początku jeszcze się zapoznawali dokładnie, ale w pewnym momencie Cysia i Luke zniknęli dziewczyną z oczu.
Tańczą razem na parkiecie. - zawołała w pewnym momencie Sara
Plan Roki nie sprawdzał się, bo Luke skupił się tylko na Cysi. Dziewczyny i Luke wyszli z imprezy bardzo szybko, bo była bardzo nudna. Dziewczyny miały jeszcze kilka godzin do przyjazdu jednej z ich mam po nie. Luke zaproponował, żeby poszli do niego. Mieszkał niedaleko. Jego rodzice zrobili grilla dla dziewczyn. Włączyli muzykę i grali w piłkę nożną, a potem w siatkówkę. Bawili się świetnie. Rodzice Luka pojechali do jego cioci. Mieli wrócić dopiero następnego dnia. Pod ich nieobecność zagrali w butelkę. Nie grali w butelkę na rozbieranie, ale na tą dziewczynę, na którą wypadnie ma się całować z Lukiem za każdym razem gdy ktoś krzyknie ,,gorzko”. Luke zakręcił mocno butelką. Kręciła się długo. Zatrzymała się na Sarze. Plan Roki wypełnił się całkowicie. Gdy tylko na nią wypadło reszta dziewczyna zaczęła krzyczeć ,,gorzko, gorzko”. Pocałunek był krótki. Więc zaczęły krzyczeć ,,mało, mało, jeszcze, jeszcze”. Po tym musieli się pocałować dłużej. Tak zrobili. Niestety po tym przyjechała mama Liliany i dziewczyny musiały jechać. Zasady gry trwały przez tydzień, ale tylko poza szkołą. Dziewczyny dobrze o tym pamiętały. Zawsze jak czekały na autobus razem z Lukiem to szeptały im na ucho ,,gorzko, gorzko”. Potem ich zakrywały parasolem i jedna z nich patrzała czy wykonują zadanie.
Nadszedł koniec szkoły. Luke od września zaczynał trzecią klasę, a dziewczyny drugą. Wszyscy zdali. Roki zakończyła nawet pierwszą klasę z wyróżnieniem. Dostała za to książkę. Dziewczyny umówiły się z Lukiem , że czasem będą mogli się spotykać we wakacje. Jeśli nikt z nich nie wyjedzie gdzieś na dłuższy czas. Obiecali też sobie, że nie zerwą ze sobą kontaktu przez wakacje. W okresie wakacyjnym całą grupą spotkali się tylko trzy razy w lipcu. Potem Luke wyjechał za granicę i kontakt z nim się urwał.
Rozdział 6
Nadszedł sierpień. Zbliżały się urodziny Sary. Roki i Liliana już w lipcu kupiły jej prezent. Listę rzeczy, które miały robić na urodzinach spisały już w marcu. Roki miała ją, bo o niektórych rzeczach Sara nie powinna wiedzieć. Impreza urodzinowa zaczynała się o 12.00. Najpierw dziewczyny złożyły Sarze życzenia i dały jej prezenty. Sara poszła zanieść prezenty do swojego pokoju. Po tym jak wróciła dziewczyny usiadły do stołu, który stał na tarasie. Mama Sary wniosła tort z zapalonymi czternastoma świeczkami. Po słodkim posiłku dziewczyny poszły się przejść. Zaczęły się ścigać, która pierwsza dobiegnie do sklepu. Liliana biegła jako pierwsza. Sarze i Roki nie chciało się biegać, więc truchtały za nimi. Zauważyły, że w pewnym momencie coś wypadło z kieszeni Lilianie. Była to mała torebka z białym proszkiem w środku. Zabrały ją chcąc się później na osobności zapytać Liliany co to jest. Chciały to zrobić po urodzinach, bo nie chciały psuć imprezy. Po spacerze Sara zaczęła rozpakowywać prezenty. Najpierw otworzyła prezent od Liliany. Dostała od niej udawane tunele. Było ich kilka par. Od Seriny bluzkę. Podobny prezent dostała od Cysi, ale wyjątek był taki, że bluzka od Seriny było o wiele ładniejsza. Cysi była przeciętna. Na końcu otworzyła prezent od Roki. Sara z dużej torby wyjęła pudełko, a w nim było DWADZIEŚCIA LAKIERÓW DO PAZNOKCI. Kolory były różne. Połowa z nich była pastelowa, a druga żarówiasta. To nie był jednak koniec. Po pudełku wyjęła większe pudło. W nim była bluzka i szorty. Idealnie do siebie pasujące. Na samym dole Sara znalazła kopertę. Było na niej napisane ,,Nie wyjmuj mnie z torby. Otwórz mnie następnego dnia.” Sara powiedziała wszystkim, że to już koniec prezentów. Wtedy okazało się, że to jednak nie koniec. Liliana, Roki i Serina przygotowały jednak niespodziankę. Była nią tablica korkowa ze zdjęciami. Na największym z nich była Sara. Na reszcie Serina, Liliana, Roki. Na najmniejszym była Cysia. Dziewczyny zrobiły tak dlatego, że Cysia i Sara były trochę pokłócone. W kłótni poszło o to, że Cysia kazała Sarze zaprosić na urodziny te osoby, które ona chce.
Sara była zachwycona tym prezentem. Najbardziej ucieszył ją napisy nad zdjęciami. Nad większością zdjęć pisało ,,Best Friends”.Tylko nad zdjęciem Cysi pisało ,,Friend”. Napisy miały oznaczać to co czuje do każdej z dziewczyn Sara.
Później dziewczyny włączyły muzykę i urządziły sobie karaoke z pokazem tanecznym dla chętnych. Każda osoba biorąca w tym udział miała zaśpiewać swoją ulubioną piosenkę i potem zatańczyć coś jeśli chce. Cysia śpiewała jako pierwsza. Zaśpiewała jakąś polską mało znaną piosenkę. Liliana zaśpiewała piosenkę Little Mix ,,Wings” Udało jej się to w połowie, bo dalej się gubiła . Roki zaśpiewała ,,Impossible”. Wyszło jej to nawet dobrze. Sara rapowała jedną z piosenek Maliny. Poszło jej bardzo dobrze. Tylko w przekleństwach trochę się gubiła i nie mogła nadarzyć za bitem. Serina nie chciała śpiewać, więc oceniała występy. Według niej Cysia była najgorsza. Potem Roki i Liliana były egzekwo. Wygrała Sara, bo coś bardzo trudnego jak na pierwszy raz świetnie jej wyszło.
Tak mijały kolejne godziny. Wszyscy bawili się wspaniale. Około godziny 16.00 przyszedł Artur. Gdy tylko wszystkie dziewczyny zauważyły go to Cysia od razu rzuciła się mu na szyję. Wszyscy dziwnie na nią spojrzeli włącznie z Arturem. Chłopak wstał nie wzruszony. Z rękoma oddalonymi jak najdalej od Cysi, ale nie bronił się od tych uścisków.

  • Cześć Artur! - zawołały wszyscy chórem z wyjątkiem Cysi
  • Cześć. - odpowiedział zmieszany Artur – Co robicie?
  • Aktualnie nudzimy się. - powiedziała Liliana
  • Wiecie co? Ja posiedzę jeszcze chwilę i potem będę się już zbierać. Mama kazała mi wcześnie wracać. - powiedziała Serina
  • Ok. - nie zmartwiła się niczym Sara
  • Tak szybko. Przecież dopiero przyszedł Artur. - zdziwiła się Cysia

Po przyjściu chłopaka jego wielbicielka nie odstępowała go na krok. Zajmowała się nim jakby był jakiś obłożnie chory. Wszyscy zauważyli, że Arturowi się to nie podobało.

Rozdział 7
Wszyscy świetnie się bawili. Nawet Artur, który przez Cysię nie mógł spokojnie się bawić z innymi. Serina poszła do domu jako pierwsza. Potem poszedł Artur. Cysia powiedziała, że jeśli go nie ma to ona też już pójdzie. Tak zostały już tylko trzy osoby. Były nimi Sara, Roki i Liliana. Dziewczyny zaczynały się już nudzić. Roki była trochę wkurzona na Lilianę o parę drobnych dla niektórych osób spraw. Lecz dla niej były ważne. To jednak nie miało znaczenia. Sara wiedziała o tym, więc starała się nie dopuścić do tego, żeby Roki czasem nie poniosły emocje. Było to strasznie trudne. W pewnym momencie dziewczyny przypomniały sobie, że miały się zapytać o biały proszek.
Liliana wypadło ci coś z kieszeni jak się ścigałyśmy. - powiedziały pokazując jej torebkę z proszkiem
O dzięki. Wszędzie tego szukałam.
Możesz nam powiedzieć co to jest? - zapytała Roki
Nie mogę. - odpowiedziała ze smutkiem chowając proszek głęboko w kieszeni
Wiem, że to jest amfetamina. Mój brat pracuje w policji. W wydziale antynarkotykowym. Zaglądałam do jego notatek gdzie pisało jak można rozpoznać różnego rodzaju narkotyki. Nie ukryjesz tego. Wiemy, że bierzesz narkotyki. - dodała Sara
Skąd to masz? - zaczęła krzyczeć Roki
Nie mogę powiedzieć.
Jesteśmy zmuszone powiedzieć to twojej mamie. - oznajmiła Sara
Nie możecie tego zrobić. A poza tym mogę to rzucić, w każdej chwili. - zaczęła panikować Liliana
Jeśli jest tak naprawdę to całe swoje narkotyki wrzuć do zlewu i spłucz ciepłą wodą. Musisz to zrobić przy nas. - oświadczyła Roki jednocześnie drwiąc z niej
Dobrze. W takim razie chodźmy – powiedziała lekko się śmiejąc Liliana
Dziewczyny poszły razem do łazienki. Najpierw jednak dokładnie przejrzały wszystkie jej rzeczy i kieszenie. Trochę tego znalazły, a dokładniej dziesięć takich samych torebek. Liliana udawała zdziwioną, ale nie uwierzyły jej. Liliana poddała się, bo próbowała uciec z łazienki. W takim razie Roki zamknęła drzwi na klucz i ciągle trzymała w swej mocno zaciśniętej pięści. Było to trudne, bo jej paznokcie były spiłowane tak, że często się nimi zadrapywała robiąc różne rzeczy. Ale tym razem zniosła to. Rodzice Sary i jej rodzeństwo poszli na spacer, więc mogły być pewne, że nikt się o tym nie dowie. Liliana z trudem rozrywała torebki. Można było się domyślić, że jej nałóg trwał od dłuższego czasu. Przez spłuczeniem musiała przysiąc, że już nigdy nie użyje , nie kupi i nawet nie weźmie za darmo żadnych narkotyków i niczego podobnego. Potem odkręciła kurek z gorącą wodą. Sara i Roki sprawdziły czy wszystko zostało dokładnie zniszczone. Dla pewności same jeszcze opłukały cały zlew. Sara wszystko dokładnie nagrywała tak żeby mieć dowody jej przysięgi i wszystkiego co się wtedy działo w łazience jeśliby zaczęła znowu brać.
Potem jakby nigdy nic zaczęły się śmiać. Roki otworzyła drzwi i wyszły na dwór. Usiadły na hamaku i zaczęły się kołysać. Gdy już śmiały się tak, że wszędzie można było je usłyszeć jeden koniec hamaku odczepił się od pnia drzewa. Wszystkie upadły na ziemię. Zamiast martwić się tym dalej śmiały się i to jeszcze głośniej. Roki ze śmiechu aż zaczęła płakać. Zamiast śmiać bujała się z otwartymi ustami nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
 
  Następnie rozłożyły namiot. Zrobiły to dopiero teraz, bo nie chciały, żeby inne dziewczyny były tam z nimi. Tylko Artur oprócz Sary rodziny o tym wiedział, ale obiecał, że nikomu o tym nie powie. Mordowały się z nim przez pół godziny. Około godziny 20 poszły do domu Sary zjeść kolacje. Przy okazji zabrały ze sobą koce, poduszki, zgrzewkę coli, kilka paczek chipsów. Roki wzięła za swojej torby napój energetyczny, lecz ona mówiła na niego ,,odpierdalacz”. Po wypiciu chociaż kilka większych jego łyków jej wyobraźnia nie znała granic. Po zaniesieniu rzeczy do namiotu okazało się, że jest za mało miejsca na trzy osoby. Jedna z nich musiała spać na hamaku. Roki zgłosiła się na ochotnika. Namiot był tak ustawiony, że przy każdym z wejść rosło drzewo. Hamak przeniosły tak, że każdy z jego końców przywiązany był do jakiegoś z drzew. Namiot miał dwa przedziały. Pomiędzy nimi było coś w rodzaju korytarza.
 Właśnie tamtędy przechodził hamak. Liliana pożyczyła od swojej mamy stolik turystyczny. Rozłożyły go zostawiając tylko złożone krzesełka. Na nim było rozłożone całe jedzenie i napoje. Roki miała najlepsze miejsce miała blisko jedzenie i picie. Nie musiała się podnosić, żeby do niego dosięgnąć. Wystarczyło, że położyła się na boku.
W okolicach godziny 22 rozpoczęły imprezę. Liliana z telefonu puściła muzykę. Wszędzie było pełno komarów, więc Sara i Liliana zamknęły swoje ,,pokoje” moskitierami same w nich pozostając. Roki zaś na stoliku postawiła pelargonie. Smród był okropny, ale ze względu na katar dziewczyna nic nie czuła. Mogła więc spać spokojnie.
-Hej dziewczyny. Mogę się do was dołączyć. - zapytała Nikola
-Hej. Wchodź śmiało. - odpowiedziała Roki
-Nie wiem czy się zmieścisz, ale u mnie jest jeszcze trochę miejsca. - zachęcała ją gestami rąk Sara
-Ja sama ledwo się mieszczę u siebie. - powiedziała Liliana pokazując na swój ,,pokój” zawalony torbami z ubraniami
-Ok. - odpowiedziała Nikola wchodząc do namiotu – Sorry za spóźnienie, ale dopiero przyjechałam z gór. Sara napisała mi, że mogę spokojnie wpadać, bo impreza się jeszcze nie zaczęła. - Roki i Liliana spojrzały zaskoczone na Sarę
-No tak. Byłam wtedy w łazience jak do mnie napisałaś. Przez rozkładanie namiotu wypadło mi to z głowy.
-Zaczynamy imprezę!! - krzyknęła Roki
Dziewczyny najpierw grały w pokera na ciastka i różne inne słodycze. Wtedy przyjechał Luke. Przyprowadził go Conor brat Sary.
-Cześć. - powiedział zdyszany Conor – Przyprowadziłem wam kogoś.
Wszyscy spojrzeli się w stronę wejście, w którym pojawił się Luke. Conor zdążył w tym czasie wrócić do domu.
-Cześć. Słyszałem, że jest impreza urodzinowa, więc wpadłem. - odezwał się Luke wchodząc do namiotu i siadając na hamaku obok Roki
-Nikomu nie mówiłam o tym co będzie się dziś działo. - powiedziała zaskoczona Sara
-To ja mu powiedziałam. - przyznała się Roki – Sorki, ale napisał do mnie pytając się o twoje urodziny. Tak jakoś wygadałam się.
-Mogę zostać z wami? - zapytał speszony Luke
-Dobra. Brakowała nam ciebie. Dlaczego się nie odzywałeś? - zapytała się Sara
-Wyjechałem za granicę do ojca. Sorry, ale nie miałem czasu. - wyjaśnił Luke
-Grasz z nami? - zapytała Roki szturchając chłopaka
-Jasne. A w co gracie? - odpowiedział Luke
-Pokera, ale na ciastka. - odezwała się po czasie Liliana, które ciągle milczała
-Pomożesz mi, bo za nic w świecie nie potrafię w to grać. - przyciągnęła go do siebie Roki
-Ok. Ale będę stawiać coś innego niż słodycze. - powiedział Luke wyciągając z plecaka piwo
Dziewczyny zaniemówiły. Roki jednak nic nie zdziwiło po akcji z Lilianą
-Skąd je masz? - zapytała Sara wyrywając mu puszkę z ręki
-Zabrałem bratu. Można to nazwać ,,pożyczeniem”. - wyjaśnił chłopak
-Jak moja mama się o tym dowie to mnie zabije! - krzyknęła Sara rzucając z Luka puszką
-Nie dowie się. Wszystko ukryjemy do mojej torby. Nie będę nikogo zmuszać do picia. - zapewnił chłopak
-Gramy dalej? - zaproponowała Nikola
Poker szybko się skończył, bo wszyscy się nim szybko znudzili. Potem zagrali w butelkę, ale nie na rozbieranie. Tylko prawda czy wyzwanie. Wszyscy się bali wyzwań, więc ciągle zadawane były pytania. Gra była nudna. Szybko się skończyła. Roki chciało się już spać, więc położyła się na hamaku. Czytała jeszcze opowiadanie w telefonie. Potem już słuchała piosenek One Direction. Następna odpadła Sara. Nikola i Liliana zaraz potem położyły się spać. Tylko Luke siedział na ziemi jedząc naleśniki i popijając je piwem. Nie pamiętał gdzie się położył.
Następnego dnia Roki przebudziła się leżąc na boku. Gdy się obróciła zobaczyła Luke leżącego obok niej.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA...!!! - krzyczała Roki z niebo głosy
Spadła z hamaka prosto w naleśniki.
- Co jest grane? - zapytała Sara przecierając oczy dłonią na dodatek nie swoją
-Kurwa. Zobacz kto leży w hamaku. - powiedziała podnosząc się i jedząc naleśnika – kto robił te naleśniki? Są naprawdę dobre.
-Laski co się dzieje? - zapytała Liliana otulając się ciepłym kocem
-Zobacz kto spał koło Roki. - odezwała się Sara – Ty robiłaś te naleśniki Roki.
-A no fakt. Zapomniałam. - powiedziała Roki zajadając naleśnika jagodowego
-Zostaw moją rękę! - krzyknęła Nikola wyrywając swoją dłoń Sarze
-A sorry. - przeprosiła Sara tym razem przecierając oczy swoją dłonią
-Co tak wrzeszczycie? - zapytał niespodziewanie skacowany Luke
-Możesz nam wyjaśnić dlaczego położyłeś się obok mnie?
-A no fakt. Nie było nigdzie miejsca, a tylko u ciebie było wolne troszkę. Położyłem się. Nic ci nie zrobiłem? - zapytał Luke po krótkim streszczeniu tego co wczoraj robił
-Nie. Chyba nie. Kurde naprawdę dobre zrobiłam te naleśniki. Roki gratuluję ci. Ooo dziękuje. Nie musiałaś. - zaczęła Roki gadać sama ze sobą
-Roki! - krzyknęła Liliana
Nie zwróciła na nią uwagi. Dalej gadała sama do siebie.
-ROKI!!! - krzyknęli wszyscy razem
-Co?! - krzyknęła
-Zamknij się. - Roki skończyła swój monolog – Trzeba tu trochę posprzątać. Zobaczcie jak tu wygląda. - pokazała Sara na korytarz namiotu i stolik sprzed nim
  -OMG!!! - powiedziała Nikola z niedowierzaniem
-Luke kiedy położyłeś się spać? - zapytała Sara czytając wiadomość od swojej mamy
-Gdzieś koło 4 nad ranem. A co? - odpowiedział chłopak
-Moja mama była tutaj o 5 zobaczyć czy już śpimy.
-JAPIERDLOE! - krzyknęła Nikola
-KUŹWA! - dodała Roki
Tak zaczął się koncert przekleństw. Każdy dodawał inne. W końcu ktoś zaśmiał się zza krzakiem.
-Kto tam jest? Mam broń i nie zawaham się jej użyć. - ostrzegła Roki
-To ja. - zza krzaka wyszedł Artur – Nie chowaj się. Odkryli nas.
-Z kim przyszedłeś? - zapytał zaciekawiony Luke
-Conor choć tu. - zawołał chłopaka Artur
Tak wszyscy zaczęli się śmiać.
-Myśmy wysłali tego SMS -a. chcieliśmy was nastraszyć. Zabrałem telefon mamie. - zaczął wyjaśniać Conor
Nie martwili się już niczym. Posprzątali wszystko i rozeszli się do domów. Tak zakończyły się urodziny Sary