Rozdział
8
Bulma
drzemała w salonie. Trunks spał w kołysce. Dziedziczka Capsule
Corp. była ciągle ubrana w czarną halkę. Po nieprzespanej nocy
nie chciało jej się przebierać. Wolała spać na kanapie. Vegeta
brał prysznic. O tej porze zawsze jedli obiad, lecz ze względu na
senność Niebieskowłosej nie odbył się. Saiyanin wyszedł już z
kabiny prysznicowej. Wytarł się ręcznikiem. Zaczął ubierać.
Miał już na sobie spodnie gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Przez
to, że Bulma spała musiał otworzyć drzwi. Przechodząc przez
kuchnie wziął ze stołu butelkę wody mineralnej. Był tak
zdenerwowany tym, że musi się wszystkim zająć, że otwierając
butelkę tak zacisnął dłoń, że oblał się wodą, nie miał
zamiaru się wycierać. Wyglądał jakby był okropnie spocony. W
butelce było na szczęście jeszcze trochę wody. Vegeta doszedł
już do drzwi frontowych.
- Czego?! - krzyknął rozwścieczony Saiyanin nie zwracając uwagi na to z kim rozmawia
- Cześć. Jest Bulma? - przywitał się Yamcha
- Śpi. -odpowiedział książę opierając się o drzwi
- Mógłbyś się chociaż ubrać do końca. - zwrócił mu uwagę Yamcha na brak koszulki. Vegeta był ubrany tylko w spodnie.
- Nie będziesz mi rozkazywać! - zaczął krzyczeć. W tym samym czasie Bulma obudziła się. Bała się, że Vegeta może coś zrobić osobie, z którą rozmawia. Biegła do drzwi. Jednak we wspaniałym humorze dzięki porannemu przypływie czułości u Vegety.
- Co się dzieje kochanie? - zapytała zdyszana Bulma całując Vegusia w policzek
- Cześć Bulma. - zwrócił na siebie uwagę Yamcha
- On się stał. - odpowiedział zgryźliwie książę
- Czy moglibyście się w końcu w coś ubrać. - zwrócił im uwagę Yamcha. Rzeczywiście Vegeta nadal stał w samych spodniach, a Bulma z pośpiechu nie zdążyła założyć szlafroku. Gdy się zorientowała jak wygląda schowała się za Vegete trzymając się jego ramienia.
Cała
ta scena wyglądała komicznie. Vegeta opierał się o drzwi. Zza
jego muskularnego ramienia wychylała się głowa Bulmy. Yamcha stał
zaś lekko zaczerwieniony.
- Bulma możemy pogadać? - zapytał speszony Yamcha
- Jasne. Tylko się przebiorę. - odezwała się Bulma zza Vegety
- Jeśli wam przeszkodziłem... - zaczął mówić Yamcha, ale Bulma mu przeszkodziła
- Niby w czym nam przeszkodziłeś? - zapytała zdziwiona Bulma
Yamcha
nic nie odpowiedział. Bulma po chwili sama skojarzyła fakty. Nie
wiedziała czy ma się śmiać, czy też nie.
- W niczym nam nie przeszkodziłeś. Spałam. Sama. Wasze krzyki mnie obudziły – powiedziała Bulma – Wchodzisz, czy nie?
- Oczywiście, że wchodzę.
- Poczekaj na mnie w takim razie w salonie. - powiedziała Bulma przytulając się do Vegety i kładąc mu głowę na barku
- Co z obiadem? - spytał się nieoczekiwanie Vegeta
- Kotek raczej masz ręce.
Yamcha
wszedł do środka. Bulma zza pleców Vegety wymknęła się do
pokoju przebrać się. Natomiast Saiyański książę zmuszony został
do zrobienia sobie obiadu. Przygotowanie go polegało na podejściu
do robota i powiedzeniu co się chce. Zamówienie Vegety było
ogromne. Składało się z:
-tuzina
kurczaków
-30
półmisków ryżu
-15
półkilogramowych kotletów schabowych
-50
różnych sałatek
-6
indyków dość sporych rozmiarów
-10
kilogramów leczo.
Były
chłopak Bulmy usiadł w salonie, a jej obecny jadł w kuchni obiad.
Zjadł go w zaskakująco szybkim tempie. Po posiłku o dziwo nie
poszedł trenować. Siedział razem z Yamchą w salonie.
- O czym będziecie gadać? - zapytał Vegeta rozsiadając się wygodnie w fotelu
- Nie twoja sprawa.
- Właśnie, że moja! Moja kobieta, moja sprawa.
- Bulma nie jest twoja... - tutaj przerwała kobieta, o którą się kłócili wchodząc do pomieszczenia
Zapadła
cisza. Bulma zauważyła masę brudnych naczyń w kuchni.
- Widzisz? Jednak potrafisz samemu zrobić obiad. - powiedziała zadowolona Bulma
- Hmpf... - taką odpowiedź otrzymała od ojca jej syna – Idę trenować.
Vegeta
wstał z fotela, na którym siedział. Podszedł do Bulmy.
Niespodziewanie pocałował ją. Jedną rękę zatopił w jej
olśniewające włosy. Drugą położył na jej talii. Pocałunek był
niezwykły. Namiętny i długi. Bulma na początku miała otwarte
oczy, ale im bardziej zaczęła zagłębiać się w pocałunku
zamknęła je. Powiesiła się na Vegecie. Oplotła ręce wkoło jego
karku. Yamcha siedział sparaliżowany. Wywrócił tylko oczami
udając, że nie obchodzi go to co robi teraz jego była. W dodatku
na jego oczach. Po jakiejś minucie Vegeta odczepił się od ust
matki jego syna. Ona jedynie przegryzła dolną wargę. Saiyanin
oparł głowę o jej. Wzrok skierował na swoje buty. Zerknął na
Yamachę patrzącego z niedowierzaniem na nich.
- Idę trenować. - powiedział VegetaWyszedł z pokoju. Za nim jednak przekroczył próg pomieszczenia wskazał na Bulmę, a potem na siebie. Zrobił to gdy Yamcha na niego patrzał. Chciał mu tym pocałunkiem pokazać, że Bulma jest tylko i wyłącznie jego. Kobieta, o którą tak zażarcie toczyła się wojna nie zauważyła tego. Owszem zdziwiła się pocałunkiem Vegety, ale po jego porannym zachowaniu wszystkiego mogła się spodziewać.
- To o czym chciałeś porozmawiać ze mną? - zapytała Bulma wyrywając Yamchę z gniewnych rozmyślań kierowanych w stronę Vegety
- Kobieto opamiętaj się! - krzyknął jej były, budząc tym Trunksa
- Zobacz co zrobiłeś? Obudziłeś dziecko. - powiedziała Bulma podchodząc do kołyski, której oczywiście Yamcha nie zauważył
- Co za dziecko?!
- Trunksa. Śpij malutki... - zaczęła uspokajać dziecko Bulma
- Powiedz mi kto jest jego ojcem? - zapytał Yamcha wskazując dłonią na Trunksa, a drugą łapiąc się za głowę – Nie mów, ze Vegeta.
Bulma
jedynie kiwnęła twierdząco głową.
- Nie widzisz co ten potwór robi?! - zaczął dalej krzyczeć wymachując jak wariat rękoma
- Miał trudne życie, dlatego się tak zachowuje. Ona na pewno nie jest potworem. - zaczęła go utwierdzać w swoich przekonaniach Bulma – On mnie kocha... i Trunksa zresztą też.
- On chce tylko przedłużyć swój ród! Na Ziemi jest mało Saiyan. Wykorzystuje cie tylko do tego! - krzyczał jak opętany
- Yamcha mam tego dosyć! Wynoś się stąd i nie wracaj więcej! - Bulma była już stanowcza
- Jesteś zwykłą dziwką! Ledwo ze mną zerwałaś, a już pakujesz się do łóżka innemu. Na dodatek masz z nim dziecko. - wyraził swoją opinię Yamcha, z którą Bulma się oczywiście nie zgodziła
- Teraz to już przesadziłeś. Wyjdź stąd, albo zawołam Vegetę! - zagroziła dziewczyna
Yamcha
otworzył okno.
- Ty szmato! - powiedział odlatując najszybciej jak potrafił, żeby Vegeta go nie dogonił
Bulma
usiadła na kanapie. Była wściekła. ,,Jak on mógł powiedzieć
coś takiego o mnie. Yamcha nie wie jaki jest Vegeta. Nie zna go.
Może miał rację. Pozostało tylko dwóch Saiyan czystej krwi. Nie!
To nie może być prawda! Vegeta mnie kocha. Znaczy się nie
powiedział tego, ale tak jest. Czuję to. Yamcha jest zwykłym
pajacem! On nic nie wie.” - myślała Bulma. W końcu rozpłakała
się.
Vegeta
trenował do wieczora. Wracając zauważył, że energia Bulmy nie
przeniosła się od czasu wyjścia Yamchy.
,,Pewnie
śpi.” - pomyślał Vegeta. Mylił się. Bulma dalej płakała, ale
już nie tak bardzo jak wcześniej. Gdy usłyszała dźwięk
zamykanych drzwi zerwała się i zajęła się Trunksem. Nakarmiła
go. Przewinęła. Wykąpała. Przebrała i położyła spać. Poszła
do kuchni myśląc, że zastanie tam Vegetę. On jednak brał
prysznic. Pamiętał, że Bulma nie cierpi gdy przychodzi cały
brudny od krwi i potu. Dziewczyna skierowała się w stronę ich
wspólnej sypialni. Gdzie rzuciła się na łóżko płacząc jak
małe dziecko. Vegeta poszedł tam gdzie ona teraz postanowiła
wypłakać się. Chciał tylko ubrać się w normalne ciuchy. Po tym
co zobaczył wściekł się jeszcze bardziej na tego pajaca Yamchę.
Zastał w sypialni skuloną na łóżku Bulmę zalewającą się
łzami. Podszedł do niej.
- Czemu płaczesz? - zapytał tak jakby się o nią troszczył. Bulma wstała i przytuliła się do niego kładąc mu głowę na umięśnionym torsie.
- Yamcha powiedział, że... jestem zwykłą dziwką... i szmatą. - powiedziała Bulma pociągając nosem
Vegeta
złapał ją za barki i odepchnął od siebie.
- NIE jesteś dziwką i szmatą. Jesteś Bulma. Jesteś najpiękniejszą i najmądrzejszą kobietą jaką spotkałem w całym życiu, którą kocham. - niespodziewanie powiedział Vegeta na co Bulma wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem.
Vegeta
ten wielki książę pocieszał ją i wyznał jej miłość. Teraz to
zupełnie ją zaskoczył.
- Vegeta... dziękuję. Jeszcze nikt mi czegoś takiego nie powiedział. - powiedziała Bulma zanosząc się znowu płaczem. Tym razem już ze szczęścia. Miała bowiem swojego księcia, który ją kocha i syna, którego razem wychowają.
- Przepraszam. - powiedziała patrząc na koszulkę Vegety
- Za co? - zapytał zdziwiony
- Wybrudziłam ci całą koszulkę płacząc.
- To tylko koszulka. Nic takiego.
Bulma
przytuliła się do swojego ukochanego księcia. Pocałowała go w
podbródek i oparła głowę o jeszcze suchą część koszulki
Vegety. Stali tak kilka minut, aż w końcu Saiyanin się odezwał:
- Bulma zrobisz coś dla mnie?
- Co takiego? - teraz już patrzała się w jego czarne oczy
- Zrób kolację. Jestem GŁODNY. - podkreślił ostatni wyraz
- Już się robi mój książę. - odpowiedziała ciągnąc go za rękę w stronę kuchni.
Zdążył
tylko chwycić jakąś czystą koszulkę, bo ta którą miał na
sobie była cała upaćkana tuszem do rzęs:)